Emigracja

Czy nam kiedyś odpowiedzą, że ich dom to samolot?- O Dzieciach Trzeciej Kultury

Ta opowieść zaczyna się od wywiadu, jakiego udzielił pewien młody człowiek, pewnej stacji radiowej. Syn polskich dyplomatów, od dziecka podróżujący z rodzicami w ich wyjazdy służbowe. Dzisiaj jako trzydziestolatek włada sześcioma językami, może pochwalić się paszportami czterech krajów świata, znajomością większości tradycji europejskich i dyplomami z najlepszych światowych uczelni. Wakacje i święta spędzał losowo w Stambule, Oslo lub Grecji, tam gdzie akurat jego ojciec został rzucony na kadencję. Dzisiaj wszędzie się umie odnaleźć, z każdym pogada, kolor skóry nie jest dla niego wyznacznikiem człowieczeństwa, a inny akcent nie jest powodem do śmiechu. Zna smaki tak egzotyczne, że pamięć go zawodzi, a na mapie już dawno nie ma miejsc, które czekają na jego wizytę. Na pytanie, gdzie jest jego dom, odpowiada, że jego dom to samolot….

Ja dzisiaj się tak zastanawiam, czy te nasze dzieci, małe, dwukulturowe polskie dzieci wychowywane w UK, czy one też pewnego dnia, powiedzą, że to samolot jest ich domem. Czy te podróże, przeprowadzki, wyprawy, zmiany, walizki, bilety, lotniska nie będą dla nich wyznacznikiem domu.  Zastanawiam się na ile poczucie przynależności do miejsca jest ważne w życiu każdego człowieka.

Ten dorosły człowiek z wywiadu, ma siostrę, ona śmiało mówi, że jej domem jest Polska, nie ma co do tego wątpliwości, czuje się patriotką i nigdy nie zmieniłaby Polski, mimo że jej większość dzieciństwa przespała na kolanach mamy w samolocie.

-.-

Wiedza o samym sobie, o tym skąd się pochodzi, kim się było w przeszłości, jest ogromnie ważna, nie tylko dla świadomości jednostki, ale dla całego pokolenia. Bez wiedzy o tym kim byliśmy, nigdy nie staniemy się tym, kim moglibyśmy się stać. To taki brakujący element w naszej wyjątkowej historii, którą codziennie piszemy. Świadomość miejsca, z którego pochodzimy jest ważna również dla tożsamości narodowej. To poczucie przynależności sprawia, że często czujemy się w danym miejscu bezpieczni, beztrosko, jak u siebie. Nie musimy się nikomu tłumaczyć z naszych przywar, mentalności, sposobu myślenia. Bo samo miejsce życia, często to wszystko za nas wyjaśnia. Stąd wiemy, co zostanie podane nam na stole, gdy typowa polska gospodyni zaprosi nas na niedzielny obiad.

Stąd taka ogromna potrzeba znalezienia swoich biologicznych rodziców, przez dzieci wychowywane w domach dziecka. Znajomość swoich korzeni, swojego początku jest ogromnie potrzebna każdemu z nas, abyśmy wiedzieli przeciw czemu się buntujemy i na co się zgadzamy w życiu. Wartości, które możemy świadomie kontynuować lub świadomie odrzucać, a nie tylko przypadkowo, bezmyślnie powtarzać lub ignorować.

dzieci trzeciej kultury

Dzieci Trzeciej Kultury

Terminu tego pierwszy raz użyła amerykańska antropolog Ruth Hill Useem w odniesieniu do dzieci osób migrujących w czasie II wojny światowej, dzieci, które uciekały przed biedą i szukały schronienia w bezpieczniejszych miejscach. Dzisiaj termin Dzieci Trzeciej Kultury mocno przyległ do dzieci współczesnych emigrantów, szukających lepszego życia za granicą. Wielu badaczy zwraca uwagę na to, że ciągłe zmiany otoczenia, kultury i języka mogą mieć ogromny wpływ na rozwój dzieci emigrantów. Wymienia się tu kłopoty z identyfikacją własnej osoby w życiu, problemy z przystosowaniem się do nowych realiów, izolowanie się od rówieśników lub próby wymuszonej asymilacji na siłę.

Dzieci trzeciej kultury kształtuje kultura kraju paszportu i kultura kraju, w którym goszczą. Na podstawie tych dwóch kultur tworzą swoją własną trzecią, która jest zbiorem elementów obu kultur, a NIE jest lustrzanym odbiciem żadnej z nich z osobna. Dzieci trzeciej kultury zwykle poza krajem ojczystym, mieszkają w kilku różnych miejscach globu w czasie dzieciństwa. Mają zwykle po dwa domy, dwa swoje pokoje, dwa łóżka.

My emigranci, jesteśmy rodzicami dzieci trzeciej kultury, a to znaczy, że pewnego dnia mogą mieć one problemy z przynależnością kulturową. Większość z nich nie czuje się ani Polakami, ani Brytyjczykami, mówią, że są mieszkańcami świata, a granice dla nich istnieją tylko na mapie. Miewają problemy z zadomowieniem i poczuciem swojskości, częściej niż ich jednokulturowi rówieśnicy czują się podwójnie zagubieni w obcym miejscu.

O ile mówimy o rodzinach jednokulturowych, gdzie oboje z rodziców są Polakami mieszkającymi na emigracji, ten problem nie jest aż tak widoczny. Bo jednak jeden wzorzec zachowań w rodzinie, jedna mentalność rodziców, jeden wspólny język tworzą bardzo mocne korzenie, wiążące dziecko z przodkami i dające mu jasny sygnał tożsamościowy.

Jednak gdy obserwujemy dzieci żyjące w rodzinach mieszanych, gdzie każdy z rodziców wyznaje inne wartości kulturowe, niejednokrotnie jest wyznawcą innej religii i w inny sposób celebruje święta i wydarzenia rodzinne, wtedy może się zdarzyć, że dziecko nie będzie umiało wybrać tego dominującego wzorca. Nie oznacza to jednak tego, że ten wybór zawsze musi być klarowny i że wszyscy muszą dokonać w życiu tylko jednego wyboru.

Ani Polka, Ani Japonka

I tu zaczyna się druga historia, poznajemy Natalię, której rodzice są małżeństwem mieszanym- Japonka i Polak. Natalia część życia spędziła w Polsce, tu uczyła się w polskiej szkole w Łodzi, a później wyjechała do Japonii, bo tam mieszka na stałe. Dziś jako dorosła kobieta mówi, że nie raz miała problem z samoidentyfikacją siebie. Nigdy nie czuła się związana bardziej z żadnym z krajów i nie czuła się przynależna do żadnej kultury. Kiedy była w Polsce to nikt nie traktował ją jak Polkę, wszyscy zauważali jej japoński akcent, inne rysy twarzy. Gdy natomiast wyjeżdżała do Japonii,  tam również ludzie zauważali jej odmienność i to, że jak sama mówi, jest inna.

Bo to tak często bywa, że o ile same dzieci nie widzą problemu w tym, że wychowują się w duchu wielokulturowości, to okazuje się, że świat ma z tym problem i inni ludzie, bardziej lub mniej świadomie, wykluczają te osoby ze społeczeństwa. Takie separowanie się od obcokrajowców może być podyktowane wieloma czynnikami. Głównymi powodami jest strach, niezrozumienie i potrzeba czasu na oswojenie się z innością. Proces akceptacji obcokrajowca i włączenia go w krąg kulturowy nie jest tak oczywisty dla wszystkich, jakby się to mogło wydawać.

Fatamorgana Kotwicy

Psycholog kulturowy prof. Halina Grzymała-Moszczyńska zauważyła, że dzieci trzeciej kultury często cierpią na tzw. Fatamorganę Kotwicy.  Jest to takie wyjątkowe, mocne poczucie straty i konieczności powrotu do jakiegoś miejsca. To poszukiwanie swojego kąta na świecie. To uczucie może przerodzić się w dążenie do wyjazdu do innego kraju, bez obaw, że trzeba będzie się przeprowadzać i zmieniać otoczenie, pracę, dom, przyjaciół co kilka lat. Dorosłe dzieci trzeciej kultury są idealnymi pracownikami międzynarodowych korporacji, doskonale odnajdują się na zagranicznej wyprawie. Świetnie realizują zadania wymagające znajomości wielu języków obcych i specyficzności różnych regionów świata. Mówi się o tych ludziach, że są przyszłością globalnego świata, elastyczni w zadaniach, otwarci, tolerancyjni i bardzo kreatywni.

Moja córka i jej samolot

Dzisiaj sama stoję przed dylematem, czy mówić córce, że jest Polką i ma mówić jak Polacy, zachowywać się jak Polacy, świętować, bawić się i żalić jak oni. Czy może mam jej pozwolić wtopić się w brytyjską mentalność, zapuścić tutaj korzenie, nazywać to miejsce domem? Czy tożsamość z kulturą dziadków i ojca będzie jej wystarczała, aby odpowiedzieć sobie pewnego dnia kim jest i skąd pochodzi? Czy do pełni zrozumienia samego siebie to jej wystarczy?

Nie chcę, aby ta polska strona była brakującym elementem w jej życiu, do którego będzie musiała się dokopywać latami. Chciałabym, aby i tam mogła czuć się bezpiecznie i dobrze. Aby dom babci był również jej domem, portem gdzie zarzuci kotwicę, wróci na chwilę, by odpocząć po podróży.

Przede mną ogromna odpowiedzialność, aby wyposażyć córkę w pewność siebie, której nie podważą ludzie odbierający ją jako inną. Aby sprawić, że dom zawsze będzie miejscem gdzie jesteśmy my, rodzice, bez względu na to, gdzie akurat mieszkamy. Ten dom, mieszkanie tutaj w Anglii to przecież tylko budynek, ale to dzięki niemu łatwiej dziecku zdefiniować pojęcie domu.

Jednak to co się najbardziej liczy to przystań mentalna, to wspomnienie i zapach domu. Poczucie, że gdzieś tam jest mój kawałek podłogi, że gdzieś tam wyryłam na kawałku drewna moje inicjały. Obraz, zdjęcie, wspomnienie, zapach, chwila, do której będziemy wracać w najlepszych i najgorszych momentach naszego życia.

 

-.-

Jeśli odczuwasz, że w Twojej dziecko, lub Ty sam masz problem z odnalezieniem się w nowym miejscu, izolujesz się od ludzi i czujesz się zagubiony na emigracji, skontaktuj się z Polish Expats Association. Jest to organizacja pomagająca Polakom odnaleźć się w nowym miejscu.

 

-.-

*Tytuł tego posta to parafraza tytułu konferencji naukowej, jaka odbyła się w Audytorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego w 2013 roku. Organizatorami tego spotkania był Instytut Religioznawstwa oraz Instytut Socjologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

Bibliografia:

*wywiad z Natalią https://www.youtube.com/watch?v=eQL6uUieAaI

Nauka w Polsce- O dzieciach trzeciej kultury – na konferencji w Krakowie

Pollock D.C., van Reken R.E. (2009), Third Culture Kids.Growing up among worlds

Useem Hill R., Downie R. (1976) Third Culture Kids, „Today’s Education”, September/October.

 

  • Coś w tym jest, a nawet dużo „cosiów”. Wiesz, ja miałam to w skali mikro – odkąd skończyłam 9 lat, przeprowadzaliśmy się co chwila. Niby najczęściej w obrębie jednego miasta, ale i tak za każdym razem zmieniałam otoczenie, znajomych. Późniejsze przeprowadzki były już międzymiastowe. Na studia wyjechałam 250 km dalej.
    Skoro ja wiem, o czym mowa w artykule (brak poczucia przynależności do jakiegokolwiek miejsca oraz trudność w zakorzenieniu przyjaźni), tym bardziej przeraża mnie to, co muszą czuć dzieci migrujące między krajami. Takie czasy, trzeba się przystosować, ale i znaleźć sposób na przetrwanie i zminimalizowanie skutków.

    • Są dzieci, które doskonale sobie radzą w tym świecie mieszania światów i nie maja żadnych problemu z definiowaniem swojej tożsamości. Także dużo zależy od człowieka.

  • Bardzo ciekawy tekst! Ja jestem osobą bardzo otwartą na nowe kultury i nie przywiązuję się do miejsc. Mogłabym mieszkać gdziekolwiek, byle tylko było w miarę ciepło i przyjemnie. Pewnie dlatego nawet nie zdawałam sobie sprawy że dzieci mogą mieć problem z odnalezieniem w takich sytuacjach. Rozmawiałam jakiś czas temu z dziećmi co myślą o przeprowadzce do Hiszpanii, lub Londynu. Byli zachwyceni pomysłem, ale ciężko powiedzieć co by wyszło w praniu 😉

    • Myślę, że teoria to jedno, ale rzeczywisty wyjazd na dłużej niż wakację i próba zmierzenia się z mentalnościa i realnym światem innej kultury to drugie. To, że ktoś kocha podróże nie oznacza, że odnalazłby sie jako emigrant. Taki podróżnik zawsze w końcu wraca do domu by odpocząć przez kolejną wyprawą. Dzieci Trzeciej Kultury często nie wiedzą gdzie mają wrócić, nie wiedzą skąd ich podróż się rozpoczęła…

      • Piszę to z perspektywy osoby która przemieszcza się między trzema domami (Malaga, Warszawa, Londyn). Więc nie chodzi mi o to że kocham podróże- chociaż faktycznie kocham 😉 Myślę że to w dużej mierze kwestia charakteru, bo ja przeprowadzałam się multum razy i za każdym nowym czułam ekscytację. Ale otworzyłaś mi oczy na jeden fakt. Zawsze wiedziałam gdzie mogę wrócić! Rodzice mieszkają w Polsce, więc dla mnie to oczywiste. Ty opisujesz dzieci które emigrują z rodzicami i faktycznie to zmienia postać rzeczy.

        • Dokładnie, to określenie właśnie opisuje takie dzieci, które od zawsze mają dwa, trzy domy, każde święta spędzaja gdzieś indziej, zmieniają szkoły kilka razy podcas swojej edukacji. Określenie dotyczy bardziej takich dzieci niż nas dorosłych, którzy wychowalismy się w większości w jednym miejscu w jednokulturowej rodzinie.

          • Muszę przyznać że teraz mam dylemat, ponieważ od jakiegoś czasu planuję przeprowadzkę do Malagi. Tym razem całą rodziną. Do tej pory dzieci przylatują tu na ferie, wakacje itp i są zachwycone pomysłem, ale czy na dłuższą metę to się sprawdzi? Mam pewne obawy.

          • Trzeba rozmawiać z dziećmi, nie raz, nie dwa, nie tłumić tematu emgracji, różnic kulturowych, ale żyć w poczuciu przywiązania do czegoś. Uświadamiać dziecko jak korzenie są ważne, pokazywać szacunek do dziadków, rodziny, do miejsca gdzie się urodziliśmy. Pielęgnowac tradycje miejsca z którego sie pochodzi i celebrować święta miejsca gdzie się mieszka, bez wyliczania, które jest lepsze i bardziej wartościowe. Być otwartym na zmiany, na różność i inność. I ta dziecięcą dwukulturowac przekuwac każdego dnia w zaletę! Myślę, że obawy nie powinny być większe niż zdrowy rozsądek. Myślę, że Malaga jest dla Was!

  • Interesujący i wartościowy tekst 🙂 Zmusza do myślenia. Sama mieszkam za granicą. Każda decyzja „zmiany adresu” niesie ze sobą wielkie konsekwencje.

  • Zaczytałam się! Piszesz bardzo interesująco, teoretycznie znam zjawisko dzieci trzeciej kultury, ale o tym jaki wpływ ma taki sposób funkcjonowania na dzieci i ich poczucie tożsamości nie był mi znany. Próba odnalezienia własnej tożsamości, odpowiedzenie sobie na pytanie kim się jest, nie jest łatwe w ogóle, a sytuacji wielokulturowości jest jeszcze trudniejsze.

    • I pomyśleć teraz, że sytuacje we współczesnym świecie są jeszcze bardziej skomplikowane, gdzie rodziny są mixem trzch lub więcej ras, kultur i tradycji.

  • Jako osoba, która wychowywała się w jednym miejscu, nie rozumiem do końca tego zjawiska. Nawet nie do końca zdawałam się sprawy z tego, że życie na walizkach w młodym wieku może mieć aż tak duży wpływ na poczucie własnej tożsamości.

  • My mieszkamy w Szwajcarii i staramy się wychować syna na Polaka ale w szwajcarskich realiach. Obchodzenie świąt mamy nieco utrudnione bo podczas gdy w Polsce jest wolne, u nas nie ma. Trochę inne obyczaje i obrzędy ale staramy się jak możemy

    • Dokładnie, nie ma co udawać przez dziecmi, że coś nie istnieje tylko dlatego, że my tego prywatnie nie celebrujemy.

  • Sunflowers4mum

    Bardzo fajny wpis, daje do myślenia 🙂

  • Bardzo wazny temat poruszylas: z Polski wyemigrowalo tyle osob, szczegolnie w ostatnich latach, ten problem bedzie narastal, razem z naszymi dziecmi, ktore beda szukac swojej tozsamosci. Widze po moich nastoletnich synach, ktorzy dochodza do tego wieku, kiedy zaczynamy sie nad tym zastanawiac: mama Polka, tata Iranczyk, mieszkamy we Francji…. Kim oni sa??? Oni sami musza dokonac tego wyboru, po to by czuli sie z nim dobrze. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Niektórzy ludzie wcale nie musza wybierać, nie mają z tym problemów, że sa mieszanką ras. I to też jest w porządku!

  • Polish Muffin

    Moje dzieci wyjechały do UK już jako nastolatki. Syn nie mógł się odnaleźć mimo kilkakrotnych prób. Osiadł też na chwilę w Niemczech. Ostatecznie jednak wrócił do Polski i wiem, że jest tam szczęśliwszy.
    Córka natomiast, po pół roku w Londynie, dziękowała mi za to, że zabrałam Ją z kraju. Teraz jednak po ponad dekadzie w UK i będąc już mamą swojego malucha z mieszanego związku, przebąkuje coś o powrocie do Polski.
    Ja natomiast wahadłowo bujam się między UK a Hiszpanią z nowym mężem (Hiszpanem) i dożycami niemieckimi. W Polsce nie umiałabym się już odnaleźć…

    • Ja natomiast mam silne poczucie polskości w sobie, ale mimo to dobrze się czuję tutaj. Chociaż tęsknić chyba nigdy nie przestanę. Ale nie wiem czy bym chciała żyć w Polsce znów, przeraża mnie najbardziej wizja rozpoczynania wszystkiego od początku.

Close