Emigracja

Choroba, która dopada emigrantów! Sprawdź, czy masz pierwsze objawy.

Jest taka niezręczna pustka pomiędzy miejscem, w którym teraz jesteś, a miejscem, w którym kiedyś będziesz. Taka pustka, która paraliżuje, przytwierdza stopy do podłoża, utrudnia krok w przód, wzmaga poczucie bezradności. Jest taka pustka, która wstrzymuje plany i marzenia, niczym w filmie pełnometrażowym spowalnia akcję i zatrzymuje w bezruchu każdy oddech. Wdech, wydech… To jest właśnie LIMBO. Stan zawieszenia i niedokończenia. Gdy czujesz się niekompletny, odłożony na później, niedomówiony, niespełniony niczym wstrzymany cios ręki. Jak gdybyś wisiał w powietrzu, w stanie niepewności, pomiędzy tym, kim jesteś dzisiaj a tym, kim mógłbyś się stać, gdybyś tylko umiał ruszyć z miejsca.

I przychodzi frustracja i niespełnienie, wieczne oczekiwanie na jutro i lepsze później. Strach przed podjęciem decyzji, na którą przecież masz jeszcze tyle czasu. Mentalna otchłań, która skutecznie umniejsza miłość, przyjaźń i relacje międzyludzkie. A kiedy życie jest tak zawieszone w próżni, to szybko wyślizguje się z rąk. Połączenia telefonów są ciągle nieodebrane, bilety niekupione, miłość  niespełniona, szczęście niedoświadczone, obiad niezjedzony, okna wciąż zasłonięte po nocy. A wszystko dlatego, że czekasz na coś, co się wkrótce wydarzy. Twoje „wkrótce” to mogą być dwa tygodnie, przekreślasz kolejne dni w kalendarzu, to rok, do kolejnych wakacji. To dwa lata, do następnego stycznia, bo wtedy łatwiej zacząć, jak tylko wrócisz do kraju, jak schudniesz, jak wyjdziesz z długów, jak tylko…

-.-

Skończyłam ten kurs, bo mówili, że dostanę po nim pracę w szpitalu. Złożyłam siedemnaście CV i czekam na zaproszenia na rozmowę o pracę. Niby nikt się jeszcze nie odezwał i chciałabym dorobić w międzyczasie w supermarkecie, ale czekam na telefon i jeśli rozpocznę gdzieś pracę, mogę przegapić, że dzwonili do mnie ze szpitala. Miałam iść na kurs językowy, ale teraz nie chce nic zaczynać bez pewności, czy dostałam pracę. Czekam już trochę, w marcu będzie pół roku, ale wkrótce zadzwonią…. (Olga, 27 lat)

Wyjechaliśmy z żoną 11 lat temu. Budujemy dom w Wiśle, pieniądze są potrzebne, oszczędzamy dużo, co odłożymy wysyłamy do Polski, ostatnio położyliśmy nowy dach. Żona pracuje w fabryce owoców, ja na tirze. Wkrótce kończymy budowę i wracamy, mamy przecież nastoletnie córki, to dla nich ten dom. Mieszkamy w wynajętym małym two bedroom, jest ciężko, ale nie chcemy iść na coś większego, szkoda pieniędzy. Nie mamy większych planów, nie jeździmy na wakacje, wycieczki tylko w okolicy, nie mamy super auta, mebli nie opłaca się nowych kupować, jadamy w domu, żona dobrze gotuje. Żyjemy skromnie, bo budujemy dom… od 11 lat. (Wojtek 42 lat)

Jest fajnym chłopakiem, ale po co mam się umawiać z nim i coś zaczynać, skoro i tak wyjeżdżam do kraju za osiem miesięcy. Niby mnie zaprosił, miałam iść, ale to bez sensu tak się nastawiać na coś, rozbudzać nadzieję. Mam już nawet bilety zabookowane. I tak nie będę mogła tu zostać, wkrótce wyjeżdżam. (Edyta, 25 lat)

Bardzo marzę o dziecku, ale mam dobrą pracę, więc boję się ją stracić. Staramy się najpierw odłożyć na porządną wyprawkę, na mieszkanie z dodatkowym pokojem. Przygotowuję siebie i swój organizm na ciążę, łykam kwas foliowy, czytam o ciąży i o tym, jak to jest być mamą. Wkrótce znajdę mniej stresującą pracę, gdzie będzie łatwiej dostać urlop i nie będę ciągle pod presją szefa. Ale na razie muszę dokończyć projekty i zobowiązania, których się podjęłam kilka lat temu, jestem tu za bardzo potrzebna. A wkrótce przyjdzie odpowiedni moment na powiększenie rodziny. (Kasia, 39 lat)

Planuję wkrótce zjechać do Polski, ale tutaj umowa z landlordem kończy mi się za kilka miesięcy, więc nie jestem pewien czy wynajmować to mieszkanie na dłużej, czy szukać coś w Polsce. Złożyłem kilka podań o pracę w kraju, ale na razie bez odpowiedzi, więc nie jestem pewny czy powrót będzie możliwy w tym roku. Czekam też w sumie na znajomych, którzy mieli zjeżdżać, ale chyba zostaną, a że dzielimy dom, więc też muszę zostać przez kilka miesięcy. Nie wiem co robić.  (Tomek, 23 lata)

Chcemy się przeprowadzić do Doncaster, tam ponoć jest dwa razy taniej niż w Londynie, wynajęcie trzy bedroom to ponoć 650 funtów miesięcznie i tax jest dużo mniejszy niż tutaj. Mieliśmy remontować ten dom, ale skoro plany się nam zmieniają to nie pakujemy się żadne w remonty. Jakoś wytrzymamy, przewegetujemy. Nie znamy tam nikogo, ale poznamy, w sumie mamy jeszcze dużo czasu, bo planujemy się przeprowadzić na północ wkrótce, za dwa lata dopiero, najpierw musimy trochę odłożyć. (Magda 30 lat)

-.-

LIMBO EMIGRANTA

Limbo dotyka większości z nas na emigracji. U jednych wystarczy kopniak w tyłek, popchnięcie do przodu, dobry przykład, słowa zachęty czy wsparcie bliskich. Inni z pustką i zawieszeniem zmagają się przez większość swojego życia na emigracji. I nie ma w tym nic złego czy wstydliwego, że dorosłe decyzje czasami są większe od nas samych. To przecież normalne, że chcemy poczekać na lepszą szansę i dać sobie czas. Pośpiech nie zawsze jest dobrym doradcą, mimo, że spontaniczność jest ciągle w cenie.

Mówi się, że emigranci żyją pomiędzy światami i tylko czasami jeden z nich przyciąga ich uwagę na dłużej. I coś w tym jest, że na tym obcym gruncie tak trudno o proste rozwiązania. W świecie, gdzie rozumiemy się tylko po łebkach, gdzie nie czytamy z ludzi, nie potrafimy przewidzieć ich reakcji a ich zachowania wciąż nas dziwią, bardzo ciężko odnaleźć proste drogi do celu.

Moje prywatne limbo to te pozostawione w Polsce, gdzieś na półkach dawnego pokoju, nieważne listy, które wciąż czekają na odpowiedź. Jakieś stare rachunki jeszcze sprzed wyjazdu, karta telefonu, która nie działa od lat, ale numer wciąż pamiętam. Moje limbo to kłótnie z ludźmi, którzy zostali w Polsce, to te rozmowy, przerwane w pół zdania, to problemy, których po tylu latach nie mam odwagi naprawiać. Obietnice, których nie zdołałam dotrzymać, bo czas rozwiał ich mglistą treść.

Za każdym razem zmierzam się z nimi, gdy przekraczam granicę, a one stoją w miejscu, bez żalu i wyrzutów, jakby chciały mnie przekonać, że wciąż mają znaczenie. Ale już nie dla mnie, nie takiej jaką jestem dzisiaj.

ZACZNIJ ŻYĆ W TEJ CHWILI

Jedną z rzeczy, których jestem totalnie pewna jest to, że trzeba nam żyć w tym momencie, bez chaosu myśli, negatywnego strachu przed niespełnionym. Wolnym od projekcji w głowie, które nigdy się nie spełnią, a tylko wstrzymują nas od działania.

Wyjście z otchłani i poczucia zawieszenia nie jest proste, bo wymaga zaangażowania i czasami kończy to się rozczarowaniem. Nikt z nas nie wie, co przyszłość dla nas szykuje, więc po co zakładać, że nasze „wkrótce” jest w przyszłości, nie teraz. Nie możemy kontrolować wszystkiego, a ja głęboko wierzę, że jeśli coś ma się wydarzyć, to stanie się tak, czy będę gotowa na to, czy też nie.

Wstrzymując decyzję o działaniu, tracimy niesamowite rzeczy, nieoczekiwane oferty, zaskakujące okazje, osoby, które przypadkiem zostają w naszym życiu na zawsze. Tylko dlatego, że planujemy się przeprowadzić, zmienić pracę, wziąć ślub, urodzić dziecko, nie oznacza, że to właśnie ma się wydarzyć. I odwrotnie, brak planu na życie, nie oznacza, że rzeczy nieplanowane będą omijać nas szerokim łukiem.

JAK PRZERWAĆ LIMBO?

Jeśli czujesz, że twoje życie to wieczne czekanie na „wkrótce”, weź notatnik lub dziennik i spisz odpowiedzi na pytania:

  1. Dlaczego się tak boję robić rzeczy, które chcę zrobić?
  2. Skąd wynika moje wahanie się w podjęciu decyzji?
  3. Jak będę się czuł, gdy w końcu podejmę decyzję i to zrobię?

Następnie zamknij oczy, weź głęboki oddech i ponownie zaangażuj się w swoje życie w pełni i całkowicie. Poproś o wsparcie przyjaciół i bliskich, a jeśli to za mało udaj się do specjalisty. Nie czekaj za długo, szkoda życia na czekanie.

 

 

Bibliografia: Stephenie Zamora, Are You Living in Limbo?

Close