Emigracja, Macierzyństwo

Po co wysyłać dzieci do polskiej szkoły w UK?

Zwykle z początkiem roku szkolnego obserwuję znaczy wzrost demonizowania polskich placówek edukacyjnych w Wielkiej Brytanii. Zaczyna się istna wojna rodziców, którzy posyłają swoje dzieci do polskich sobotnich szkół w UK i tych, którzy uważają, że te szkoły są tylko stratą pieniędzy, bo przecież języka dziecko i tak nauczy się w domu. Sama ostatnio dostałam kilka wiadomości i komentarzy właśnie z takim pytaniem. I o ile to pytanie samo w sobie odbieram jako prawdziwą chęć odkrycia powodów i motywów posyłania dzieci do polskich szkół, to gdy dostałam poniższą wiadomość, zdecydowałam się wyjaśnić wszystkim zainteresowanym, jak się mają rzeczy, w tym oto poście.

 

POLSKIE SZKOŁY WŁASNOŚCIĄ RODZICÓW

Polskie Sobotnie Szkoły za granicami kraju w większości to placówki stworzone przez polskich rodziców dla swoich dzieci. Szkoły te nie posiadają własnych budynków ani własnych posiadłości. Żaden rząd, minister edukacji czy prezydent nie przyjechał tutaj i nie postawił nam szkoły, nie wyposażył jej, nie dał pieniędzy na dobry start. W większości przypadków to pomysł i inicjatywa rodziców sprawiła, że z małej grupki chętnych wiedzy, powstała najpierw społeczność, później klasa. A gdy ta klasa potrzebowała miejsca do nauki, to zaczęto szukać angielskich szkół, salek katechetycznych, gdzie można byłoby prowadzić zajęcia języka polskiego. A później rodzice zatrudniali wykształconych kierunkowo nauczycieli i tak to działa do dziś. I nie ważne, czy polskie szkoły mają po 50 lat, czy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki, to takie są zwykle początki.

Sobotnie Szkoły Polskie to szkoły prywatne, stworzone z inicjatywy rodziców więc i utrzymywane ich wkładem. Bo tak jak pisałam wcześniej, większość placówek gdzie nasze szkoły stacjonują to wynajmowane budynki szkolne, za które trzeba regularnie płacić wynajem. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie czesne i opłaty za naukę czy podręczniki. Sobotnie Szkoły mogą składać wnioski do różnych instytucji, które wspomagają działanie polskich szkół na emigracji i jest możliwe otrzymanie pomocy z Polski, czy to w formie podręczników, książek, jak również gotówki. Instytucje, które wspomagają polskie szkoły na emigracji to:

  • Fundacja Stemper Polonia
  • Senat Rzeczpospolitej Polskiej
  • Polska Macierz Szkolna
  • Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”
  • Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP
  • oraz prywatni darczyńcy

 

WYPŁATY NAUCZYCIELI

Pracuję w Polskiej Sobotniej Szkole od pięciu lat. Moje zarobki nie przekraczają 8 funtów na godzinę brutto. Jedna sobota to około 4 godziny lekcyjne. Nie trudno policzyć więc, że w jedną sobotę zarobię około 32 funty brutto.

Wiem, że w innych szkołach te zarobki mogą się nieznacznie różnić i wiem, że są szkoły, gdzie za godzinę nauczyciele mają płatne 10 funtów. Ale podsumowując, nie mówimy to o dużych pieniądzach. Tym bardziej więc nie rozumiem, zarzutów jakoby nauczyciele w polskich szkołach dorabiali się fortuny. Spotkałam się też z propozycją, aby nauczyciele pracowali za darmo, wolontaryjnie. Więc rozwiewając wątpliwości, po odliczeniu podatków, kosztów dojazdów, zakupów materiałów do pracy w domu oraz pomocy edukacyjnej na lekcje (plansze, materiały biurowe, foldery na materiały, papier i tusz do drukarki, kolorowe magazyny, naklejki motywacyjne itp.) wychodzi na to, że zwykle to nauczyciel dopłaca do interesu. Poza tym uważam, że brak gratyfikacji finansowej dla nauczycieli jest bardzo deprymujący i sprawia, że zawodowi nauczyciela odbierany zostaje jego „prestiż” i dobre imię, które w stosunkach uczeń-nauczyciel są bardzo ważne w budowaniu szacunku i zaufania do instytucji szkolnictwa.

 

CZEGO NAUCZAJĄ POLSKIE SZKOŁY W WIELKIEJ BRYTANII

Polskie Sobotnie Szkoły za granicami kraju to NIE są typowe szkoły językowe. One oczywiście nauczają języka polskiego, ale jest to skutek uboczny przynależności do polskiej społeczności. Oprócz tradycyjnej nauki czytania i pisania polskie szkoły oferują coś znacznie ważniejszego. A mianowicie możliwość obcowania w polskim środowisku, gdzie język polski jest konieczny, aby celebrować polskie święta, obchodzić polskie tradycje, aby czytać polskie książki, aby rozumieć polskie żarty i polską mentalność. Polskie Szkoły w swoich ofertach mają przecież wycieczki i wyjazdy do teatrów dla dzieci, możliwość startowania w konkursach polonistycznych, recytatorskich, ortograficznych. W szkołach tych celebrujemy typowe polskie święta jak Dzień Mamy czy Dzień Babci i Dziadka, tworzymy Marzannę, Budujemy stajenkę na Jasełka szkolne, śpiewamy wspólnie kolędy i wspólnie święcimy jajka wielkanocne.

Warto zaznaczyć, że w rodzinach, gdzie tylko jeden rodzic jest polskiego pochodzenia, możliwość uczęszczania do polskiej szkoły często decyduje o tym czy dzieci będą w jakimkolwiek stopniu mówić po polsku i znać historię i kulturę swojego pochodzenia.

 

KULTURA JEDNOSTKI CZY KULTURA NARODU?

I tu przechodzę do zarzutu, w którym to ponoć rodzina ma za zadanie nauczyć polskiej kultury, a nie szkoła. Ale przecież nie istnieje kultura jednostki czy kultura jednego domu. Kiedy mówimy o kulturze to zawsze mamy na myśli kulturę narodu, kulturę mniejszości narodowej, kulturę regionu. Możemy celebrować rodzinne tradycje na różne sposoby, ale obrzędy w kulturze pozostają takie same. I można ich doświadczyć jedynie poprzez obcowanie we wspólnocie. Pamiętajmy, że na emigracji ta wspólnota rodzinna jest okrojona, często brakuje tutaj babci czy dziadka, a już o dalszej rodzinie czy kuzynostwie nie wspomnę.

Jeśli zabraknie tego pierwiastka społeczności i ludzi, którzy tę społeczność tworzą i cechują się jednym językiem, jedną historią to obrzędy będą tylko pustym, bezmyślnym odtwarzaniem sekwencji ruchów i czynności. A to nie ma nic wspólnego z przeżywaniem, doświadczaniem i wrastaniem w kulturę pełną różnych tradycji.

Prościej mówiąc, jeśli dziecko nie pozna powodów, dla których malujemy jajka na Wielkanoc i nie pójdzie do kościoła tych jajek poświęcić i nie zje tych jajek, na śniadanie wielkanocne to trudno mówić o pełnym, tradycyjnym celebrowaniu polskiej tradycji. A do tego potrzebny jest tak samo wkład rodziny, jak i społeczności.

Powyższy przerysowany przykład odwołuję się do kościelnego święta i religijnej tradycji, ale przecież kultura polska to nie tylko kościół, mimo że te dwa obszary przez wieki, w wielu miejscach się zazębiają.  Mówię tu o przeżywaniu świąt państwowych, o szacunku do ojczyzny, flagi, pamiętaniu ważnych dat na kartach polskiej historii. Mówię tu o współczesnym życiu w Polsce, pomaganiu Polakom w kraju przez akcję typu WOŚP czy Szlachetną Paczkę.

Dlatego współpraca rodzin i szkoły, jako polskiej instytucji pomaga w poczuciu polskości oraz we wrastaniu w polskie społeczeństwo. Polska szkoła na emigracji spełnia właśnie taką funkcję, spaja i angażuje w swoje działania polskich emigrantów i ich rodziny. Ułatwia przepływ informacji, oferuje edukacyjnie i rozwojowo dla dzieci dużo więcej, niż sam jeden rodzic może zaoferować.

 

ZABIERANIE DZIECIŃSTWA

Długo myślałam jak najprościej pokazać argumenty w tej kwestii, ale zwykle najprostsze rozwiązania są najlepsze. Zajęcia w Polskich Sobotnich Szkołach to zwykle około 35 sobót w roku. (Rok ma 365 dni a to daje 52 tygodnie, po odliczeniu wakacji, half termów, świąt zostaje około 35 sobót). Zajęcia w naszych odbywają się w większości w godzinach porannych od 9 do 13, czyli około 4 godziny w każdą sobotę.

W mojej szkole dwa razy do roku w soboty wyjeżdżamy do polskiego teatru i raz w roku na wycieczkę szkolną, organizowaną z okazji dla dziecka. Czyli 35- 3= 32.

32 soboty nauki w Polskiej Sobotniej Szkole

Jakby nie patrzeć miesiąc. Cały, długi miesiąc dodatkowej nauki dla dziecka. I to rzeczywiście może przerażać, jeśli patrzymy na to z perspektywy pięciolatka. I rzeczywiście to jest dużo, porównując do tego, ile czasu na naukę poświęcają angielscy rówieśnicy naszych dzieci.

Ale ja zachęcam Was, abyście popatrzyli na te 32 dni z innej perspektywy. Co Wy jako rodzice możecie zaoferować dziecku w te 32 dni w roku. Co możecie mu dać takiego, co pozwoli mu się czegoś nowego nauczyć, co pozwoli mu poznać przyjaciół, co sprawi, że pozna swoje korzenie, że będzie rozwijał się wielotorowo, da mu szansę na lepszą pracę w przyszłości, sprawi, że będzie płynnie porozumiewał się z dwóch językach, wspomoże jego pewność siebie, sprawi, że nie będzie się nudził, ułatwi mu kontakty z rodziną w Polsce.

Co my jako rodzice możemy zaoferować dziecku w sobotni poranek? Bo jeśli to jest tylko i wyłącznie drzemka do 10 a później tablet i gra na komputerze, to ja nie chcę takich argumentów. Bo tu nie ma z czym argumentować.

Jeśli Wasz pomysł na soboty jest inni, to świetnie, ale krytykę Polskich Szkół w UK zostawcie tym, którzy mają prawo wypowiadać się w tej kwestii. Jeśli nie bierzecie czynnego udziału w budowaniu sobotnich szkół, nie chcecie pomagać i wspierać takie inicjatywy, nie znacie szczegółów dotyczących pracy nauczycieli i wolontariuszy, to Wasza krytyka nie jest nikomu potrzebna. Po prostu nie przeszkadzajacie.

Jeśli natomiast jesteście rodzicami dzieci uczących się w polskich placówkach w UK i macie wątpliwości lub nie jesteście zadowoleni, to porozmawiajcie z tymi, którzy są Wam blisko. Zwróćcie się do dyrektorów szkół, do wychowawców klasy, przedstawcie swoje pomysły na ulepszenie lekcji i działalność szkoły. Zgłoście się do Rady Rodziców, działajcie! Bo szkoła jest nasza, wszyscy się tu uczymy. Jeśli umiecie coś zrobić lepiej, chętnie przyjmiemy rady.

 

  • Zamierzaliśmy wysłać Fruzię do polskiej szkoły trochę później, ale traf chciał, że przez najbliższe cztery miesiące będzie tam uczęszczać razem z nami (my jako wolontariusze). Po drugich zajęciach mogę powiedzieć, że jestem zachwycona! Nie tylko tym, że tak świetnie się tam bawi, chętniej powtarza polskie słowa, ale jestem (oboje jesteśmy) też pod wrażeniem zaangażowaniem nauczycieli i rodziców. RE-WE-LAC-JA!

  • Agata

    Moje Potworki wlasnie w tym roku zaczely uczeszczac do polskiej szkoly. Przyznaje, ze caly system w naszej przysparza wiele frustracji oraz bolu glowy (oraz portfela), ale zapisalam dzieci z powodu dokladnie tych argumentow, ktore poruszasz. Moj syn niestety, mimo ze w domu mowimy po polsku, przestawil sie na angielski i do polskiego musimy go namawiac, albo wrecz szantazowac (dam ci to, jesli poprosisz po polsku ;P). Mam nadzieje, ze dodatkowy kontakt z jezykiem rodzicow pomoze mu w jego utrwaleniu, a moze nawet poszerzeniu slownictwa. Poza tym, dysponuje ograniczonymi zasobami czasowymi i nigdy nie dalabym rady nauczyc dzieci czytac oraz pisac po polsku. A sama mowa (zakladajac, ze w ogole by mowili) to jeszcze nie jest znajomosc, ktora mozna sie pochwalic w CV. 😉 Najwazniejszym dla mnie powodem bylo jednak to, ze dzieciaki w amerykanskiej, multikulturowej szkole, wlasciwie mialam wrazenie, ze byly wyobcowane. W naszym miasteczku jest malo Polakow i w klasach maja juz wiecej Hindusow oraz Chinczykow. Chce zeby zobaczyli, ze sa inne dzieci, ktorych rodzice tez gotuja bigos oraz pierogi, ktore swieca wspomniane przez Ciebie jaja i lamia sie oplatkiem, a Boze Narodzenie zaczynaja w Wigilie. 🙂 Mimo, ze urodzili sie tutaj, moze uda mi sie jednak zaszczepic w nich choc odrobine polskosci. Ja sama o malo sie nie poplakalam, kiedy na rozpoczeciu roku, chorek uczniow zaspiewal Marsz Dabrowskiego. 🙂

  • ewa

    Ciekawy temat, mnie wprawdzie nie dotyczy, ale fajnie to ujęłaś, pewne rzeczy są dla nas Polaków ważne. Gdziekolwiek byśmy nie byli 🙂

  • Magda

    Ten temat nie dotyczy ani mnie, ani mojej rodziny, ale wiem jak wiele Polaków mamy obecnie w UK. Ciekawie to ujęłaś 🙂

  • Sylwia Antkowicz

    Jeśli tylko dziecko chce chodzić na takie zajęcia to myślę, że to swietny pomysl

  • Karina

    Moje dzieci sa wprawdzie jeszcze za male (3 lata i 3 mce) ale w przyszlosci chcialabym by uczeszczaly do polskiej szkoly. Jedyne co mnie zniecheca do wszechobecna religia! Czasy sie zmieniaja, nie wszyscy sa wierzacy.

  • Karolina K.

    No to ja jestem z tych, co demonizują, serio! Mam uczulenie z anafilaksją na polski system
    oświaty, sposób prowadzenia zajęć (w znakomitej większości), systemy oceniania etc. Po wyjeździe do UK starsza córka (kl 6 w momencie wyjazdu) totalnie niezainteresowana polską szkołą (wyjazd i zmianę systemu edukacji odczuła jako ulgę, z fantastycznym wsparciem od swojej szkoły, zdała w tym roku GCSE na 
    najwyższe oceny i zaczęła sixth form), jednak zrobiła GCSE w year 10 z polskiego, tak z doskoku (A*). Młodsza niezainteresowana specjalnie również, poprosiła w tym roku o polską szkołę interetową… z nienawiści
    do francuskiego :). Uznała, że chyba woli polski jednak… no i nie chce być przez siostrę piętnowana jako ‚uncultured swine’, z okazji nieznajomości geografii, historii i kultury polskiej. Wobec powyższego od początku września wieczorami siedzi i się uczy. Wychodzę z założenia, że strategia „nie będę zmuszać” miała w tym przypadku sens.

Close