jak oswoić emigrację
Emigracja

8 sposobów jak oswoić emigrację

Od 7 lat żyję w Anglii i chociaż wciąż mi się wydaję, że przyjechałam tu dopiero wczoraj, to dziś myślę o tym miejscu jak o domu. Początki były ciężkie, taka obca i samotna nie byłam nigdy wcześniej. Wszystkiego uczyłam się od nowa, nowe miejsca i nowe wyzwania zasypywały mi głowę. Ale kilka drobnych rzeczy ułatwiło mi oswoić to moje nowe życie. Może i Tobie się przyda.

Moja lista MUST HAVE na emigracji:

1. Zdjęcia– na ścianiach, na biurku, na lodówce. To gdzie one się znajdą nie ma znaczenia, ważne aby były osobiste, aby każde spojrzenie na nie rozgrzewało od środka. Mogą to być zdjęcia rodziny, która została daleko, kota który czeka w starym domu, zdjęcia ulubionego miejsca, ławki w parku, przyjaciela.

2. Książka kucharska– a właściwie przepisy domowe i smaki z dzieciństwa. Zawsze w kuchni pod ręką, gdy miałam ochotę na domowy obiad. W praktyce często wyglądało tak, że dzwoniłam do domu, do mamy z pytaniem a jak się to robi? Zresztą do dziś zdarza mi się wymieniać przepisy przez internet.

3. Muzyka– dla mnie to płyty Bartosiewicz, Kowalskiej, Universe, Hej, ONA. Muzyka, która zawsze kojarzy się z czasem, gdy było się nastolatkiem, zamkniętym w swoim pokoju, z okresem buntu, dorastania. Muzyka, która gdy wypełni mieszkanie, zmusza do uśmiechu i skakania ze szczęścia.

emigracja

4. Ulubiony sklep– po przyjeździe do Anglii długo nie umiałam odnaleźć się w smakach tutejszej kuchni. Dlatego pobliski sklep z polskimi towarami ratował moje kubki smakowe. Początkowo kupowałam tam też polskie leki i inne mi znane produkty. Tylko tam mogłam kupić polski twaróg, chleb polski, kawę inkę czy kabanosy. Sklep to też pani sprzedawczyni, która znała wszystkie plotki z kraju i chętnie sie z nimi dzieliła, ale to też kontakt z innymi Polakami.

5. Polska prasa– i szeroko pojęty kontakt z pisanym językiem polskim. Ulubiony kryminał po polsku, czy tomik wierszy w ojczystym języku umilał mi wielokrotnie wieczorny samotny czas. W pierwszych latach pobytu w Anglii kupiłam więcej polskich książek niż w całym moim życiu. Z księgarni internetowej wykupiłam chyba wszystkie kryminały, a w moim domu na ścianie zawisła specjalna półka z polską literaturą.

6. Internet– połączenie ze światem, czy to za pomocą skype, czy zwykłej komórki. Przydatny gps i inne programy internetowe, które nie raz ratowały mi życie, poprzez natychmiastowy kontakt czy wyszukanie informacji.

emigracja w uk

7. Tubylec– czyli ktoś kto, zna wszystkie banki, dentystę, bibliotekę w obcym miejscu. To ktoś wie, jak dojechać w pięć minut na pogotowie, gdzie ubezpieczyć mieszkanie i naprawić samochód za pół ceny. To w moim przypadku, ktoś, kto pomagał przy tłumaczeniu dokumentów i pomagał w rozumieniu niezrozumiałego.

8. Przyjaciel– na końcu, ale tak naprawdę zawsze pierwszy.  Bez niego ani w kraju, ani na emigracji nie da sie żyć. Niezbędny zawsze i wszędzie. Jedyny, mój, Przyjaciel!

A jakie są Wasze listy rzeczy niezbędnych do osiedlenia w nowym miejscu?

Bez czego nie dalibyście rady?

  • Gdyby tak pomyśleć to ta lista byłaby podobna… język, książki muzyka, zdjęcia, smaki… Jedna strona medalu – polskość, jej elementy – w której można ukołysać zbolałą polską duszę na emigracji jak w hamaku. Zwłaszcza w tych najniższych mometach. Pamiętam robienie knedli w Kalifornii (w Polsce nigdy nawet nie przepadałam, a co dopiero mówić o samodzielnym ich robieniu), gdy z płyty płynął Kabaret Starszych Panów 🙂 W oknie z widokiem na kalifornijskie słońce polska zazdrostka.
    I druga strona medalu, coś, co musi iść równolegle – zakotwiczanie się w nowym miejscu. Znalezienie swoich nowych miejsc, nowych smaków, nowych widoków, rytuałów.
    A najważniejsze to, tak jak piszesz, i tak drugi człowiek. W Stanach zrozumiałam to tak naprawdę dość późno, bo dopiero po trzech latach. Był mąż, był odwiedziny polskich przyjaciół, ale to nie wystarczy. Dopiero kiedy poznałam koleżanki – takie jak ja wtedy, wózkowe – poczułam się inaczej. Oswoiłam otoczenie, umawiał się człowiek z koleżanką Japonką na tej samej ławce o tej samej godzinie, z dziećmi, i już ta ławka się stawała nasza. Chodził człowiek do koleżanki Chorwatki blok dalej na kawę i a'la faworki i z miejsca nasze bloki były bardziej domem. W Anglii byłam mądrzejszą emigrantką. Miałam dwie koleżanki Słowaczki, z jedną zwłaszcza bardzo się zżyłam. Prawie codzienne spacery z dziećmi, parki, bywanie u siebie. Dziś widziałąm tu w Sopocie jedną dziewczynę, przypomniała mi ją. Energiczna, zadbana blondynka, młodsza ode mnie jakieś 5 lat, z dwójką małych dzieci. Moja Baśka, zawsze z obiadem z dwóch dań, pomysłami na czas z dziećmi i zrobionym okiem 🙂 Takiej koleżanki na zwykłą codzienność jak ona tu, w Polsce, nie mam.
    Z perspektywy czasu i doświadczeń wiem, że trzeba otworzyć się w nowym miejscu na ludzi, to najważniejsze.
    Domciu droga 🙂 niedługo przeprowadzamy się w okolice Seattle. Zbieram polskie książki, w tych dniach dziesiątkami przychodzą nowe 🙂 Nigdy tyle książek nie miałam.
    Ściskam Ciebie.

    • Ty widzę wolny ptak, długo nie usiedzisz w jednym miejscu. Ale to dobrze, bo emigracja poszerza horyzonty, otwiera oczy. Wydaje mi się, że jestem bardziej świadoma siebie, ludzi, świata niż wcześniej, kiedy to mój świat zamykał się na wszystko co mi nieznane.

      Co do potraw, to ja też dopiero tu pierwszy raz zrobiłam kopytka i ugotowałam krupnik. Śmieszne to, ale smakowały nieziemsko:))

  • Polska muzyka, sklep i parafia to chyba najbardziej polskie punkty w UK dla mnie i mojej rodziny. Jestem dopiero od 2,5 mcy wiec brak mi jeszcze prawdziwych przyjaciol ale wierze ze to kwestia czasu 🙂

    • mi również przyjaciół i osób zaufanych brakowało bardzo na początku.
      nie miałam z kim poplotkowac, pożyczyć szklanki cukru czy zadzwonić o 4 nad ranem.
      ale z czasem przyjaciele sie mnożą, zobaczysz:)

    • Mam nadzieję, że i mi się namnożą… 🙂

  • Chyba bez polskich książek i polskiej kuchni. Jesteśmy w tej kwestii dość wybredne. W ogóle, chyba nie wyobrażamy sobie emigracji. Już przeprowadzka do innego miasta jest dla nas dużym przeżyciem.

    • emigracja nie jest dla każdego, znam ludzi, którzy wracają po latach na obczyźnie, bo nie potrafią tu zbudować domu.

  • Mnie było łatwiej się odnaleźć, bo przyjechałam z rodziną, wcześniej tylko na rok więc też inaczej. Gdybym miała stworzyć jakąś listę, to myślę, że byłoby na niej przede wszystkim coś z domu, zdjęcia i nie wiem co jeszcze, przede wszystkim jakiś ktoś, kto jest w podobnej sytuacji , nie koniecznie Polak.

  • Anonimowy

    Powiem szczerze, że mi na początku brakowało najbardziej kontaktu z językiem. Teraz trochę więcej Polaków już tu jest, więc jest okej, ale kiedyś to było mi z tym naprawdę ciężko. Staram się cały czas mieć kontakt z mową polską dzięki książkom, zresztą lubię czytać, więc łączę przyjemne z pożytecznym. Przy okazji mam takie pytanko – czy któraś z Was kupowała może książki w internetowej księgarni Rewolucja? Ile czeka się tam na wysyłkę? Bo mają tanią dostawę, 2 funty tylko, warto byłoby skorzystać ;).

  • Anonimowy

    Wszystko jest prócz… pkt 8 🙁 niestety… M.

    • no tak, to zajmuje troche czasu, aby powiedziec o kims przyjaciel. ale wierze, ze pewnego dnia bedziesz miala kogos takiego!

  • Warto mieć hobby, jakąś pasję wówczas nie ma znaczenia gdzie się mieszka

  • My do Kanady zabraliśmy bardzo niewiele, właściwie podręczne rzeczy tylko. Nie nadawaliśmy mienia przesiedleńczego, nie wysyałaliśmy paczek. Żeby oswoić nowy dom w Vancouver zabraliśmy kilka sztuk rzeczy ulubionych: miskę białą do wyrabiania ciasta, plakat z lwem i bawołem z pokoju chłopaków, poduszkę pachnącą Warszawą oraz komplet książek Musierowicz (to ja).
    A co do oswajania ludzi i miasta – na początku najlepiej sprawdziło się rozmawianie z kim się da, nawet bez oczekiwania, że to się przerodzi w dłuższą, głębszą znajomość.
    I rower – zdecydowanie na poznanie miasta najlepszy rower.
    Serdeczności!

Close