emigracja, emigrant
Emigracja, Taka Ja

O rzeczach, które zabrała mi emigracja

Wyjechać jest prosto. Pakuję walizkę w rzeczy konieczne i okazuje się, że tak niewiele do przeżycia mi trzeba, bo co to jest piętnaście kilo- dwie pary spodni, kurtka, jakiś sweter rozciągnięty w praniu, notatnik z ważnymi telefonami i adresem do babci. Komórka, słownik, portfel, jakieś drobne w kieszeni na wodę. Wyjechać jest prosto, wystarczy, że kupię bilet w jedną stronę, zjawię się o czasie na lotnisku, odczekam swoje, wejdę do samolotu i zamknę za sobą drzwi.

Ta podróż jest przyjemna, to tylko chwila, bo co to jest dwie godziny- wspomnę ostatnie spojrzenie przez ramię na dom cichy, bo to przecież piąta nad ranem. Cierpkość ostatniego łyka kawy przypomnę sobie, obliżę wargi, przywołam zapach papierosów i świeżego prania ostatni raz. Przemyślę drogę z lotniska, ułożę w głowie co zrobię, powtórzę raz jeszcze, jak od dziś będzie wyglądać moje życie.

Emigracja zabrała mi beztroskość, z którą do tej pory szwędałam się po świecie, zabrała mi mocne nogi, bo te dzisiejsze prawie jak z waty uginają się, gdy zaczyna się walić. Ten luz, że to nie ja muszę się martwić o jutrzejszy wschód słońca, o mleko w lodówce i chleb na stole.

Emigracja zabrała mi dom, w którym dorastałam, w którym tajemnice chowano pod dywan i w szafach, w którym kochałam i nienawidziałam, że jestem sobą. Zabrała mi wygodne łóżko przynoszące tylko spokojne sny, okno na świat otwierane, gdy powietrza było brak.

Emigracja zabrała mi ludzi, do których przywykłam, że są pod ręką. Którzy wpadali po uszy w życie moje, rozpychali się w nim niczym w swoim i stawali się jego częścią. Ludzi, za którym do dziś tęsknie i podglądam ich nieśmiało, patrząć jak sobie radzą beze mnie. Ludzi, którzy rozumieli bez tłumaczenia, powody przez które płakałam.

Emigracja zabrała mi język, w którym płynnie potrafiłam wyrażać nawet najbardziej zagmatwane myśli, w którym łatwo mi było krzyczeć ze złości, w którym słowo kocham nie brzmiało jak tekst piosenki. Język, w którym rozumiałam ironię, przenośnię i żart, a często bez słów potrafiłam zrozumieć drugiego człowieka.

Emigracja zabrała mi pewność, że coś wiem i że coś znam, tak zwyczajnie jak się zna rysy swojej twarzy. Bo dziś już każda droga dla mnie nowa i powtarzać sobie muszę, że nie zgubię się w połowie. I każdy człowiek to dla mnie zagadka, bo nie znam nikogo od lat, od pieluchy i nie wiem kim był zanim stał się sobą.

Emigracja zabrała mi moje imię, które rozpoznawali wszyscy, twarz, którą znano na mieście, mój głos, który kojarzono. Bo dziś już anonimowo składam podpisy, nikt nie rozpoznaje mnie przypadkiem, dla większości jestem nikim, kimś kto nie istniał przed przyjazdem, tak jakby moje ja zaczynało się z datą dnia przylotu tutaj.

Wyjechać jest prosto, wystarczy ten ostatni raz wyjść z domu, nie obracać się za siebie, nie myśleć o tym co się traci na zawsze. Nie wspominać za często smaku goryczy w ustach i rozstań nie rozpamiętywać co wieczór. Wystarczy wziąć głęboki oddech i zacząć wszystko od nowa.

Emigracja zabierze Ci wiele, ale odda dwa razy tyle.

Obiecuję.

emigracja

  • Piękny post, wszystko takie prawdziwe… wzruszylam się…

    • dziekuję, starałam się.
      chyba jestem w takim własnie wzruszającym nastroju ostatnio właśnie.

  • Tak trochę smutno nagle się zrobiło, ale ostatecznie cieszą mnie Twoje ostatnie zdania.

    • tak miało być:)) e tam smutno, prawdziwie powiedziałabym:))

  • Agnieszka Piestrzeniewicz

    pieknie napisane i piękne zdjęcia, czy to Tintagel Castle? pozdrawiam 🙂

    • Tak, to Kornwalia, ale Ty masz oko!
      Pięknie i tęskno do tamtych stron.

      • Agnieszka Piestrzeniewicz

        nie tyle oko co pamięć 🙂 byłam tam zeszłego lata. takie widoki niezapomiane…ps. fajnego masz bloga, ciesze sie ze tu trafiłam. pozdr z Manchester

  • Mam wrażenie, czytając ten wpis, że spokojnie można by zamienić słowo „emigracja” na „dorosłość” (w znaczeniu samodzielności, wyjścia z domu). Podobne trudności, podobna nadzieja 🙂

    • a wiesz, że podobny komentarz dostałam pod tym wpisem na FB i może to racja, że dorosłość też by tu pasował.
      u mnie to akurat się zbiegło w czasie, życie na swoim i emigracja stały się nieodłączymi parnterami.

      kto wie, jakby ten tekst wyglądał, gdybym nigdy nie wyjechała…

  • Miri | Be Creative & DIY

    Mimo wszystko, też czuję, że emigracja dała Ci dużo dobrego i to był ważny etap w twoim życiu.

    • O tym, co mi dało życie za granica to może napiszę innym razem, ale racja, dała mi ogrom doświadczeń i wiele dobrego:)

  • Tyle że część z tego, co emigracja zabiera, w kraju przodków zabiera zwyczajna dorosłość: ja tak samo martwię się o dzień jutrzejszy, zawartość lodówki, ludzie mnie nie rozpoznają, bo mieszkam poza swoją miejscowością, znajomi się porozjeżdżali po świecie, rodzina wykruszyła, nogi z waty są, bo i większa odpowiedzialność niż tylko za siebie samą.

    • z tymi ludźmi jest tak, że mając Polaka obok wiesz czego się możesz spodziewać, wiesz co jada na niedzielny obiad, jakiego jest wyznania prawdopodobnie, wiesz jak celebruje dni ważne, gdzie zazwyczaj wyjeżdza na wakacje. Znasz polską mentalność, polskie przywary i przyzwyczajenia, znasz tradycję i kulture danego kraju. Kiedy jesteś na emigracji tracisz ludzi, których znasz, tracisz tą całą wiedzę o mentalności narodu, która masz w przypadku rodaków. Nie wiem czy wiesz co mam na myśli…. Chodzi o to, że spotykając kogoś z Urugwaju, Węgier, Macedoni, Wietnamu czy Wysp Owczych nie masz tej wiedzy, nie masz tej bazy, wszystko zaczynasz od nowa.

      rozumiesz?

      • Rozumiem. Sama byłam zaledwie trzy miesiące na zmywaku, więc rozumiem.

  • Najważniejsze, że jednak coś oddaje 🙂

  • Emigracja nie jest łatwa – tak, jak piszesz – dużo daje i dużo zabiera… Ja, po czasie spędzonym na emigracji, jednak wróciłam, bo w moim przypadku bilans był akurat ujemny. Choć przez pewien czas po powrocie do kraju, wciąż myślałam, żeby jednak wrócić do Austrii. Tak to jest, że człowiek jest wtedy rozdarty, bo będąc w jednym miejscu, tęskni za drugim.

  • świetne zdjęcia!:) a tekst.. nie miałam okazji być na emigracji, ale wiem, że potrafi wiele zabrać. Niemniej daje wiele, choć być może innych rzeczy. No i dostałaś Sarę:)))

    • no tak, chyba o więcej bym prosić nie mogła 🙂

  • Pomyślałam o tym samym, że dorosłość też pasuje. Wyprowadziłam się (póki co) tylko 200 km od domu, ale zamieszkanie na wynajętym mieszkaniu ze zgrają nieznajomych ludzi, w obcym zupełnie mieście, to dokładnie to co tu czytam. Zabrałam torbę i plecak, to było wszystko.

    W domu rodzinnym nie ma już po mnie nic, ja sama z prawie-mężem i dziećmi przeprowadzam się kolejny raz, na pewno nie ostatni. Mamy kilka toreb ubrań, trochę mebli i sprzętów, a przed nami właśnie ta „emigracja” do UK. Nawet nie mówię, że to będzie ostatni raz, bo nie umiem i nie chcę zagrzać nigdzie miejsca na dłużej – póki jeszcze nie muszę, bo dzieci nie są w szkole. Cholera, to zawsze stresuje.

    Najważniejsze jednak, że są rzeczy, które przynosi ta dorosłość czy emigracja i one są dobre.

  • Nigdy nie zasmakowałam uroków i wad emigracji. Będzie lub był post o plusach? 🙂

  • Wyjazd na stałe i pozostawienie tego co bliskie to trochę taki twardy reset życiowy. Pomaga zmienić przyzwyczajenia, wyrobić sobie dobre nawyki. Całe szczęście, że nie emigracja nie tylko zabiera, ale też dużo oddaje.

  • gorzko, ale słodycz na końcu rozlewa się na poprzednie słowa

  • Prawda, że jak się kocha, to się mówi po polsku? Po angielsku brzmi jakoś… niepoważnie i zbyt łatwo. A jeśli mieszkasz w miejscu, gdzie blisko do skał i morza to widok chyba wszystko wynagradza, co?

    • to akurat były zdjęcia robione na wakacjach, ja w okolicach stolicy mieszkam:) ale widoki tez mam piękne!

    • Dagmara Dmitrzak

      Kasiu , jestem psychologiem mieszkającym od 6 lat we Francji i interesuje się zjawiskiem dwujęzyczności. I chciałabym Tobie powiedzieć ze masz całkowita racje! Milosc, radość, smutek jak i większość emocji lepiej, łatwiej i pełniej wyraża się w jezyku ojczystym (lub matczynym:) , Tak po prostu jest. Za to w obcym łatwiej przeklinamy bo czujemy się emocjonalnie bezkarni 😉 Pozdrawiam cieplo z poludnia Francji.

      • Dagmara dokladnie jest tak jak mowisz;)
        ja sobie nie wyobrazam spiewac kolysanki do corki w obcym jezyku, albo mowic ze ja kocham:)

        • Joanna Satula-mcgirr

          Mieszkałam 12 lat w Szkocji, od 5 lat znowu w Polsce. Mam męża Szkota, dwójkę dzieci. Przeklinać jest rzeczywiście łatwiej w obcym języku, wyrażać miłość mogę w obydwu, a ile pięknych piosenek i kołysanek poznałam po angielsku! Starszemu synowi śpiewałam właśnie po angielsku, młodszemu po polsku:) Kwestia czasu, poznania osób, które nauczą jak się mówi do dziecka (ja obserwowałam moją szwagiwerkę i od niej uczyłąm się cudnych, pełnych miłości wierszyków dla dzieci. Pozdrawiam!

          • ja jednak wybieram świadomie, aby spiewac i mowic do corki po polsku:))
            ma obok siebie setki osob mowiace i spiewajace z nia po angielsku.
            ma tylko mnie mowiaca po polsku. nie zrezygnuje z tego:))

  • Nie wiem jak to jest, moje jedyne podróże poza granice kraju to te wakacyjne… Nie wiem czy potrafiłabym wyjechać do innego kraju na dłużej, ale zawsze podziwiam te osoby, które miały na to odwagę! 🙂

  • To się chyba nazywa dorosłość 😀 U mnie właśnie nadeszła beztroska, szwendam się po świecie (do tej pory głównie zwiedzałam Polskę i to za studenckie grosze), poznaję kolejne języki i szlifuję dotychczas poznane. Smakuję, żyję i cieszę japę. A z Polską mam taki toksyczny związek – niby tęsknię, ale nie widzę chwilowo miejsca dla siebie.

  • Ladymami Paulina

    Napisałaś to tak… bez ogródek :). To prawda, że coś jest w życiu kosztem czegoś. Nie może być tak, że w innym miejscu wszystko będzie lepsze, bo zawze znajdą się jakieś minusy.

    Ladymami

  • Ja nie potrafiłabym wyjechać, pomimo faktu że strasznie mnie denerwuje to, co się dzieje w naszym rodzimym kraju. Rodzina, ukochane miejsca… nie zostawiłabym tego dla niczego co dobre mogłoby mnie spotkać gdzieś indziej

    • ja sama tak twierdziłam jeszcze kilka lat przed wyjazdem… 🙂

  • Myślę, że to nie emigracja, to dorosłość zabrała Ci większość z rzeczy, które wymieniłaś. A emigracja dała większe perspektywy, otwarty umysł, nowe możliwości i spokojne życie bez myślenia, że nie starczy Ci do 1-wszego. Następy wpis powinien nosić tytuł, co dała mi emigracja 🙂

    ps. z rodziną jest łatwiej, gdy masz obok kogoś kto Cię kocha 🙂 gdy nie jesteś zupełnie sama, jak palec – gdy jest ktoś, kto Cię kocha. Ja pojechałam sama. I uciekłam.

    • o tej dorosłości to piszą wszyscy którzy nigdy nie wyjechali, inni emigranci jak ja, rozumieją bardziej:))) ja wyjechalam tu gdy byłam dorosła, wiec doznałam dorosłości w kraju.
      a o tym, co osiągnęłam tutaj to pewnie kiedyś opiszę, świetnt pomysł na pos!!!
      ja przyjechałam tu sama … tutaj dopiero znalazłam kogoś kogo pokochałam:))

      • Myślę, że rozumiem bardziej niż myślisz. Ja nie wytrzymałam i szybko wróciłam z powrotem. Super, że byłaś na tyle silna by wytrwać i spotkałaś tam jeszcze miłość swojego życia. Ale gdybym ja nie wróciła nie miałabym dziś Gazeli, ani Mai więc tak musiało być. Chodziło mi o to, że większość tych uczuć niestety, ale doświadcza się również zostając na miejscu. Ale wiem, co miałaś na myśli 🙂

      • JoannaMalak

        Nie gniewaj się, ale nie byłaś dorosła, gdy wyjeżdżałaś. Nie chodzi o wiek w metryce. Dorosłość to stan umysłu, sposób myślenia o sobie i swoim życiu. To co napisałaś świadczy wyraźnie o tym, że postrzegasz swój kraj rodzinny w kategoriach bardzo młodej osoby. Ale nie ma w tym nic złego. To zupełnie naturalny proces. W Polsce też by się pewnie dokonał. Tyle że trwałby dużo dłużej. Więc w sumie wszystko wychodzi ci na plus 🙂

        • Nie gniewam się Asiu no co Ty.
          Takim tokiem rozumowania możemy mówić, że nigdy człowiek nie dorasta, bo przecież do macierzystwa też trzeba dorosnąć, do choroby też trzeba dorosnąć, do alkoholizmu mamy, do rozwodu rodziców, do żałoby tym bardziej. ale świat taki nie jest, dorasta się kiedy życie każde i tego wymaga. W tekście pisze o moich odczuciach związanych z wyjazdem i z rzecami, których mi brakowało/brakuje najbardziej. Będąc w Polsce przecież mieszkałam w różnych miejscach, a nigdy czegos takiego nie doświadczyłam.
          Każdy jest inny, a to o czym pisałam to moje osobiste odczucie związane z emigracją. Nie mówie, że tak jest w przypadku każdego emigranta, nie mówię, że to norma. Piszę o tym co mi zabrał wyjazd za granicę.

  • MyMami

    Mimo że wyjeżdża tysiące osób ja bym się nie odważyła. Nie wyobrażam sobie, żeby zostawić rodzinę, najbliższych i wszystko zaczynać od początku. Podziwiam osoby, które się odważyły.

  • Ja bardzo krótko mieszkałam za granicą. Zly kraj wybrałam, kompletnie nie mogłam się odnaleźć. Młoda wtedy byłam, ledwo 20 lat miałam. Teraz jestem może ciut mądrzejsza i dałabym radę.

  • Pięknie napisane 🙂 Czytając Twój tekst pierwsze co przyszło mi na myśl, to pytanie, skoro emigracja tyle cennych rzeczy Ci zabrała to dlaczego nie wrócisz. Ale gdy dotarłam do końca i przeczytałam ostatnie zdanie, to wszystko stało się jasne. I bardzo mnie ucieszyło, że to napisałaś. Bo bardzo denerwują mnie ludzie, którzy narzekają, że tak im źle na obczyźnie, a przecież Polska nie zamknęła granic, zawsze mogą wrócić, więc dlaczego tego po prostu nie zrobią? Moim zdaniem, odpowiedź jest jedna, bo tutaj wcale nie byłoby im lepiej. Ja również kiedyś mieszkałam za granicą, i owszem miałam momenty, kiedy tęskniłam, ale ogólnie rzecz ujmując było i tam bardzo dobrze. Wróciłam do Polski, ponieważ mój obecny mąż nie chciał wyjechać. To była dla mnie trudna decyzja, ale moja własna, nikt mnie do tego nie zmuszał. I może nie mam tutaj idealnego życia, ale cieszę się tym co mam. Jestem jednak pewna, że gdyby mój mąż powiedział mi pewnego dnia, że wyjeżdżamy, nawet przez chwilę bym się nie zastanawiała, tylko spakowała i wyjechała.

  • Babiniec Owion

    temat znany mi doskonale, sama wróciłam do Polski rok temu ( mieszkałam dość długo w Szkocji) – nie żałuję że wróciłam, dość szybko się zaaklimatyzowałam choć nie ukrywam , że z pewnymi absurdami w polskiej rzeczywistości jest się trudno odnaleźć . Wyjeżdżając myślałam „to na stałe, tu w Polsce nie mam czego szukać, brak pracy, możliwości ” – choć trafiłam na super ludzi za granicą ( polaków, ukraińców, czechów) to wciąż brakowało mi tego czegoś. Takiego spokoju ducha … Ciężko było – nie ma co ukrywać – dziś wiem, że drugi raz bym juz nie wyjechała

  • Właśnie z tych powodów, które wymieniłaś nie potrafiłabym żyć na emigracji, coś się zyskuje, ale bardzo wiele się również traci, wyjazd na stałe jest bardzo trudny gdy mamy już dzieci.

  • Staram się myśleć o nas jako o ekspatach. Pracujących dzisiaj tu, jutro tam. Myślę, że w ten sposób chronię się przed jasnym postawieniem sprawy i skonfrontowaniem się z samą sobą. Bo emigracja/emigrant brzmi dla mnie jakoś tak…. ostatecznie. Twardo. Trochę smutno. Fazy czucia, że coś tracę, będąc z dala od Polski, przeplatają się z okresem, kiedy jestem pewna, że tylko zyskałam, wyjeżdżając. I tak się bujam na emocjonalnej huśtawce. A unikanie nazywania siebie emigrantką pomaga znaleźć radość w byciu tu i teraz. Wiem, dziwne….. Pozdrawiam serdecznie !

  • Podpisuję się obiema rękami! 🙂

  • Jak to z Tobą jest? Chwilę temu czytałam jeden z Twoich tekstów i myślałam, że popłaczę się ze śmiechu na wspomnienie o angielskich gafach, a teraz o mały włos się nie popłakałam! Dobrze, że dodałaś ostatnie zdanie, bo skłonna bym była uwierzyć, że cierpisz i to w dodatku sama, gdzieś na obcej ziemi. Dzięki za emocje 🙂 Pozdrawiam, A.

    • to ja dziekuję, że zostałaś na dłużej i że zostawiłaś mi ten komentarz:)
      cieszę się, że jeszcze potrafie wywoływać różne emocje, o to chyba w tym chodzi, co nie?

      • Cała przyjemność po mojej stronie 🙂 Oj potrafisz, potrafisz i dokładnie o to w tym chodzi 🙂

  • Piękne podsumowanie. Piękne.

  • Michael

    Wpis w pełni oddaje moje odczucia. Najgorzej było z językiem, którym w Polsce operowałem w sposób niekonwencjonalny, a w Anglii należało to przetłumaczyć – co notabene graniczyło z cudem – więc obraz mnie jako człowieka, podczas gdy mówię po angielsku jest zupełnie inny jak ten, który widzieli we mnie w Polsce.

    Dopiero po 3 latach wypracowałem sobie podobne możliwości w kwestii wyrażania siebie. Mówią, że nauka języka obcego to nauka siebie. Zgadzam się z tym.

    • znajomosc jezyka otwiera ogromne drzwi do poznania ludzi mieszkajacych w danym panstwie, tego co mysla, jak wyrazaja swoje uczucia, z czego sie smieja. mysle, ze bez jezyka jest duzo trudniej na obczyznie.

  • Angelika

    Ja
    mam wrażenie ,że wyrwano mi pól serca.Niby zyskałam,ale straciłam dużo
    więcej niż myślałam. Są ludzie ,którzy wyjeżdźają i dają radę
    psychicznie zaczynają nowe znajomości ,nowe życie. Są i tacy ,którzy
    byli bardzo przywiązani do rodziny a przyjaciół sprawdzonych tez
    traktowali jak rodzinę.Im najtrudniej jest być z dala od domu…Wszystko
    zależy od człowieka..

  • Madzia Londyn

    Ja
    wyjechalam w wieku 19 lat do Londynu po 4 lata do Madrytu,nauka jezyka
    od zera,ale udalo sie.Nie zaluje ani troche w Polsce nie potrafilam sie
    odnalezc.Tesknie jedynie za rodzina i swietami

  • Basia Pawlowska

    Ja
    we Francji mieszkam dwa lata.Przeprowadzilam się tutaj po przejściu w 
    Polsce na emeryturę .Mąż tutaj pracuje a ja w Polsce sama więc nie było
    sensu prowadzić dwóch gospodarstw.Wynajelismy domek z ogrodem
    urzadzilismy się bardzo szybko .Szybciej niż w
    Polsce.Czy wrócimy do kraju? Nie wiem mąż jeszcze parę lat do emerytury
    ma Ja byłam nauczycielka to przeszłam wcześniej.Zobaczymy jak to się
    ułoży .W Polsce zostawiliśmy wszystko co mieliśmy i na razie nie 
    zamykany żadnych spraw.Mamy gdzie wracać i zatrzymać się jak do Polski
    jedziemy. Tutajamy córkę z mężem i wnuczką syn z narzeczoną w Anglii.
    Tak tęsknimy za sobą rozrzuceni po Europie

  • czemu nie spójny?
    przeciez ja nie pisze, co emigracja moze zabrac kazdemu a czego nie, nie opisuje jakies reguly emigracyjnej. tekst mowi o tym, co mnie osobiscie emigracja zabrala. pisze o swoich odczuciach o mojej rozsterce zwiazanej z wyjazdem za granica. opisuje rzeczy, ktore w moim odczuciu wyjazd za granice mi zabral. i taki tez jest tytul : o rzeczach, ktore zabrala MI emigracja.
    jesli uwazasz ze wyjazd do warszawy lub krakowa „zabierze Ci jezyk polski” to widocznie masz inne spojrzenie na swiat:))

  • www.kasiaekiert.pl

    a ja wlasnie przeczytalam… i sie rozpłakałam.. 🙁 dziekuję 🙂

  • JoannaMalak

    Obawiam się, że większość tych rzeczy zabrała Ci nie emigracja, a dorosłość. Każda zmiana miejsca do życia, nawet w ramach jednego kraju, jest odcinaniem się od czegoś. Coś tracimy, coś zyskujemy.
    Oczywiście pozostaje kwestia języka, ale z czasem to też się zmienia (jak mówi moja przyjaciółka – 20 lat w USA)
    I nawet nie myśl o wracaniu tutaj. Przynajmniej przez najbliższe kilka lat. Ja się nie zdecydowałam na emigrację, gdy byłam młoda, ale widzę że to był duży błąd. Pewnie za jakiś rok będę się pakowała…

    • Marek Czuper

      Hehe ze terazjestes juz niby niemloda 🙂 ???
      Na dobre zmiany nigdy nie jest za pozno, wiek nie ma tutaj zadnego znaczenia

      • JoannaMalak

        Wiek ma znaczenie 🙂 Zobowiązania, choroby, znużenie życiem… hi, hi…. A na serio: każdy wiek ma swoje wady i zalety. Ale zgadzam się, że na zmiany nigdy za późno 🙂

        • Katarzyna Maj

          Asiu dokładnie wyjechałam w wieku 37 lat , miałam dobrą pracę i ustabilizowane życie w Polsce , wyjechałam za miłością i powiem tyle : nie jest łatwo wyjechać i zostawić to czego się dorobiło przez tyle lat.Po pierwsze mentalnie po drugie cała ta ,,papierologia ,, jest procesem męczącym i długim.Dziewczyna wyjechała młodo więc ma inny punkt widzenia, podejrzewam że spakowała się w jeden dzień ,mi to zajęło trzy miesiące.W Polsce miałam jakiś status, tu jestem nikim zatem zaczynam od początku.Nie jest lekko na emigracji i nie wierze tym ,którzy piszą że jest.Każdy kto wyjeżdżał miał swoje osobiste powody , wiec każdemu z osobna emigracja i dała i zabrała co innego.Mnie osobiście pewność i płynność życiową, bliskie mi osoby, a niestety nikt Ci ich na emigracji nie zastąpi. Co do wieku myślę że człowiek im młodszy tym lepiej przyswaja języki wiedzę i jest bardziej spontaniczny , otwarty więc mu pewne rzeczy przychodzą łatwiej.Mnie często nachodzą myśli po co mi to było ,wszystko już miałam …..ale serce nie sługa.Ale jestem dobrej myśli i jak narazie odliczam dni kiedy będę mogła pojechać do Polski bo tam jest mój DOM.Serdecznie pozdrawiam wszystkich emigrantów.

  • Magda Janowka

    Od 2008 roku w Berlinie. Polske mam na wyciagniecie reki w razie potrzeby. Nie tesknie, absolutnie nie zamierzam wracac. Jedna z najlepszych decyzji w moim zyciu. Dodam, ze nawet rozwazam wyjazd dalej, ot, z 
    ciekawosci. Chociaz mysle, ze Berlin to moja baza na zawsze. Czuje sie tu swietnie, korzystam w pelni z mozliwosci rozwoju, jakie to miejace oferuje, nigdy nie mialam wrazenia, ze jestem tu obca czy gorsza – a wrecz przeciwnie…

  • Anna Matelawska

    Gdy to czytałam łzy napłynęły mi do oczu. Ja nigdy nie chciałam wyjeżdżać, życie mnie do tego zmusiło a mianowicie sytuacja jaka jest w naszym kraju. Pochodzę z małego miasteczka w woj. Dolnośląskim gdzie jest
    ciężko z pracą a jeśli już jakąś jest to oczywiście płacą minimum krajowe. Ciężko jest tam wyżyć a żeby się czegokolwiek dorobić to już kompletnie nie ma szans. Ale bardzo, bardzo tęsknię za Polską właśnie za tym co jest mi znane za tymi wszystkimi ludźmi których się widuje w sklepach czy na ulicy bo to nie są zupełnie obcy mi ludzie, ja ich wszystkich znam. Tęsknię za naszym starym domem na wsi za naszą łąką za spokojem za rozmowami z ludźmi i za naszym mieszkaniem . Tylko tam, w Polsce czuję się jak w domu. Bardzo chciałabym tam wrócić i mam nadzieję że tak się stanie.

  • Patryk

    excusme, I do not think so. Emigracja da Ci pieniadze i zycie latwiejsze, ale czy warto? ja po wielu rozstaniach z Polska powiem ze jednak nie – spotkalem dobrych ludzi i sqrwysynow za granicami i tych drugich jest duzo wiecej! pozatym zyje sie raz i nie dla hajsu! Pozdrawiam

  • Maria Wonko

    pisalas bezposrednio do mnie, do momentu ostatniego zdania… jestem na emigracji 31 lat – nie wierze w to, ze emigracja oddaje podwojnie to co zabiera. Mam dwoje dzieci i to jest jedyne, co uwazam za sukces mojego zycia – jedyne, co pozwalalo mi wierzyc w sens tej decyzji przed laty. Pamietam jak potwornie tesnilam za domem, za Polska.. do bolu, to byla tragedia.. Teraz poruszam sie z miejsca na miejsce – tam gdzie jest praca po prostu – i wiem, nigdy juz nie moze byc tak zle, jak bylo wtedy.. Kochani, wracajcie do Polski! nie czekajcie tak dlugo jak ja, moge dopiero wrocic na emeryturze – i wracam! bardzo sie na ten powrot ciesze i nie pozwole tego uczucia znisczyc zadnym malkontentom!

  • Nie mogłabym powiedzieć, że emigracja coś mi zabrała. Sama pozwoliłam na to, aby wiele zmieniło się w związku z nią. Nie było łatwo: język, którego trzeba się było nauczyć, a którego nie kocham i nie pokocham. Wszystko wyzerowało się i musiałam nauczyć się wszystkiego od nowa jak dziecko we mgle błądząc. Potrzebowałam jednak ponad trzech lat, aby zacząć dostrzegać, co emigracja mi dała: uczy mnie mówienia ”nie”, walczenia o swoje marzenia, odwagę stawania w szranki z własnymi słabościami, ponieważ nikt mnie tak nie zrozumie jak Przyjaciele w Polsce, a że na ich ramieniu nie mogę się już tak łatwo wypłakać, więc muszę sobie z tym radzić. Nawet niedawno o tym napisałam na moim blogu – zapraszam … 🙂 Pozdrawiam z Holandii 🙂

  • Justyna

    Nie zaluje ze jestem w Niemczech. Tutaj jest moja mala rodzina czyli maz i corka. Jak zyla moja mama i dziadkowie to bylo inaczej. Za rodzina mojego taty zony nie tesknie on juz wybral ja. Niech sobie z nia zyje
    szczesliwy. A rodzina od strony mamy zawsze miala mnie za nic, dopiero niedawno sobie przypomnieli ze ja jestem, ale to troche za pozno. Wiec tutaj jest moje zycie.

  • Monia Wed

    Usilnie próbowałam doszukać się jakiejś polskości tutaj, niestety
    bezskutecznie. Może to jest powód dlaczego mi się tu bardziej nie 
    podoba, niż podoba. Miesiąc temu już postawiłam na ojczyznę, teraz jestem tu tylko w odwiedzinach do dziś i wracam. Z pewnych względów będę tu jeszcze bywać, ale nie wyobrażam sobie życia tutaj.

  • dziekuje kochana!!!
    dodałaś mi skrzydeł!

  • Pewnie to zależy od priorytetów i momentu w życiu, w którym sie wyjechało.
    Emigracja dała mi córkę, a z tym nie może się nic równać:)

  • rzeczywiście tragiczne sytuacje i nie zadroszczę takiego wiązku na odległość.
    nie astanawiałeś się, aby ściągnąć żonę i dziecka do siebie?

Close