Emigracja

Depresja na emigracji a powrót do Polski- rozmowa z terapeutką Anną Mazowiecką

Tej choroby nie widać gołym okiem, nie objawia się swędzącą wysypką na plecach, gorączką ani kaszlem, co najwyżej męczącym poczuciem smutku, którego nie można się pozbyć łykając witaminy. Depresja nie wybiera, bez względu na to kim jesteś i czym się zajmujesz, możesz obudzić się pewnego dnia i zdać sobie sprawę, że nic w Twoim życiu nie ma sensu. Mówi się, że depresja na emigracji dotyka tych, którym się tutaj powiodło, udało założyć rodzinę i odnieść sukces zawodowy; tych, którym się na emigracji nie udało i wegetują w niezadowoleniu latami i tych, którzy powrócili po latach do Polski, by tworzyć od nowa dom i relacje z ludźmi.

O depresji na emigracji rozmawiałam z terapeutką Anną Mazowiecką, pomagającą od lat Polakom, zmagającym się z problemami natury psychicznej. Ania pacuje jako prywatny terapeuta w Londynie i w Gillingham w Kent. Jest ona również członkiem organizacji BACP czyli Brytyjskiego Towarzystwa Poradnictwa i Psychoterapii.

Aniu, mam wrażenie, że słowo depresja ostatnimi czasy jest bardzo modne i popularne? Nie jest przypadkiem zbyt często nadużywane?

Dawniej to słowo było zarezerwowane tylko do rozmów z lekarzem domowym, z psychiatrą, terapeutą w szpitalu, dzisiaj słowo to stało się obecne w codziennej komunikacji międzyludzkiej. Wydaje mi się, że to dobrze, że słowo depresja funkcjonuje w żywym języku tu i teraz. Mówię tak ponieważ często mam do czynienia z klientami (których nie lubię nazywać “pacjentami”) mającymi kontakt z depresją w rodzinie w pokoleniu swoich rodziców. Wtedy depresja była uważana za wyobrażone schorzenie z którego każdy chory, gdyby tylko chciał, mogłby wyjść bez żadnych specjalnych starań biorąc się w garść. Takie rozumowanie oczywiście nie było i nie jest prawdą. Depresja była i będzie chorobą prawdziwą z realnymi konsekwencjami dla osób chorych, takimi jak:

  • obniżony nastrój i brak radości życia
  • wysoki poziom beznadziei i pesymizmu
  • brak energii do działania
  • brak satysfakcji z życia
  • kłopoty w związkach wynikłe z powyżej opisanych stanow psychiki
  • aż w końcu leczenie farmakologiczne antydepresantami

Polacy w Anglii, dużo pracują i żyją często pod ogromna presją. Zmagają się z poczuciem pustki, bo dom daleko, bo wyobrażenia o życiu w Anglii często rozmijają się z prawdą. Kiedy jest ten moment, w którym powinniśmy sobie zadać pytanie, czy już czas iść do specjalisty?

Z tego co obserwuję, to osoby chore bardzo rzadko wykonują ten pierwszy ruch, prawie nigdy same nie sięgają po telefon zaufania w celu uzyskania pomocy. Zwykle robią to osoby bliskie i zatroskane o stan chorego. Kiedy ktoś przychodzi po raz pierwszy do specjalisty, to bliskie osoby mówią mu już od jakiegoś czasu, że coś jest nie tak, że dobrze byłoby coś z tym zrobić. Komentarze bliskich są głównym bodźcem dla chorego, aby szukać pomocy u specjalisty. Wbrew pozorom ten moment sięgnięcia po pomoc, jest ważny, bo dla wielu osób to może być pierwsza sytuacja kiedy odważyli się pokazać, że potrzebują wsparcia. Niestety z obserwacji wnioskuję, że to jest o wiele trudniejsze zadanie dla mężczyzn niż dla kobiet.

Kiedy jest ten moment, żeby pojść do specjalisty? Są specjalne kwestionariusze które daje się osobom podejrzewającym u siebie depresję. Są tam pytania o intensywność zamartwiania się oraz o zmiany dotyczące stylu życia wynikajace ze zmienionego nastroju. W skrócie mogę powiedzieć, że im więcej praktycznych zmian spowodowanych depresją, zmian drastycznych na skutek depresji, tym bardziej trzeba się śpieszyć z pomocą specjalisty.

Teraz coś ważnego, o czym nie każdy wie. Zanim zgodzimy się na leczenie antydepresantem powinniśmy spróbować terapii rozmową. Istnieją zalecenia NICE (National Institute for Clinical Excellence, UK) dotyczące leczenia depresji, które mówią, że zaleca się korzystanie z terapii do około 2 lat od zdiagnozowania początków choroby, zanim się sięgnie po tabletki antydepresyjne. Gdy depresja nie jest zaawansowana, może nie wymagać leczenia farmakologicznego, a terapia może ją skutecznie wyleczyć. Jeśli zażyjemy tabletki bez dodatkowego uruchomienia terapii to możemy tylko chemicznie zagłuszyć swój uciążliwy dyskomfort psychiczny. To jednak nie rozwiąże problemu depresji. Wejście w kontakt z tym co boli i znalezienie sposobu na wprowadzenie zmian pomoże depresji ustąpić.

Rodzajów depresji jest wiele, nie każda jej forma wiąże się z demonstracją cierpienia u człowieka. Są depresje związane z niedożywieniem, ze zbyt wysoką konsumpcją cukru, alkoholu, kofeiny. Depresje związane z byciem na restrykcyjnej diecie, z odziedziczeniem danego schorzenia po członkach rodziny. Zawsze trzeba więc pytać lekarzy o dodatkowe badania i o to, jak rozumieją dany przypadek depresji, pod kątem ich wyników.

Presja, stress, wyobcowanie, oddalenie od rodziny są także czynnikami ryzyka, ale niekoniecznie. Ludzie decydują się na emigrację w różnych formach, dla niektórch jest to niestety dezycja nieprzemyślana i  pochopna. Dobrze byłoby emigrować z głową, biorąc pod uwagę to, że jesteśmy ludźmi, a nie robotami. Dobrze jest przyznać się przed sobą, że potrzebujemy towarzystwa innych, spotkań twarzą w twarz z drugim człowiekiem. Samotność na emigracji jest czymś zupełnie normalnym, ale nie musi trwać wiecznie i można sobie z nią poradzić. Trzeba odrobiny dobrej woli, aby się gdzieś ruszyć i coś ze sobą zrobić- nikt tego za nas nie załatwi.

Skąd wynika niechęć ludzi do szukania pomocy i dlaczego tak trudno przyznać się, że ma się problem? Czy choroba to oznaka słabości?

Powodów ukrywania choroby jest wiele. Mężczyźni chorujący na depresję zwykle zmagają się ze stereotypem głowy rodziny. Mężczyzna w naszej kulturze musi zapewniać byt rodzinie, musi być silny, niewzruszony, odporny na ból i słabość. To on jest odpowiedzialny za partnerkę i dzieci.

Kobiety, matki borykające się z depresją obawiają się, że przez ich stan zdiagnozowanej depresji, opieka społeczna może odebrać im prawo do opieki nad dziecmi, co oczywiście nie jest prawdą. Rzeczywiście w Wielkiej Brytanii dobro dzieci jest bardzo ważne, ale nie oznacza to, że diagnoza depresji automatycznie odbiera matce prawo do opieki nad własnym dzieckiem. Są rzadkie, skrajne przypadki rodziców, którzy bardzo zaniedbują dzieci, nie zapewniając im podstawowej opieki zdrowotnej czy socjalnej i wtedy rzeczywiście może nastąpić interwencja z Social Services, ale nie dochodzi do tego często.

Inną kwestią w problemie przyznania się do depresji, jest poczucie wstydu i strach przed sklasyfikowaniem jako osoby chorej psychicznie. Depresja to taka sama choroba jak każda inna i tak samo jak inne schorzenia wymaga leczenia. To, że depresja nie jest chorobą widoczną gołym okiem nie znaczy, że osoby nią dotknięte nie wymagają leczenia. Niestety bez wsparcia i pomocy ze strony specjalisty z depresji nie da się wyleczyć.

Jakie są najczęstsze powody depresji u emigrantów?

Z moich obserwacji wynika, że najczęściej na emigracji zapadamy na depresję z osamotnienia. Rozłąka z rodziną i bliskimi jest głównym powodem obniżonego nastroju. Stan przygnębienia pogłębia poczucie beznadzieji i braku opcji do zrobienia czegoś konkretnego w sprawie zwiększonej intensywności kontaktu z bliskimi. Kontakt z bliskimi przed wyjazdem był normalną częścią codzienności. Potem okazuje się że nagle nam tego kontaktu bardzo brakuje.

Jest to również brak troski o samego siebie, praca w stresie ponad zdrowy rozsadek, presja wysokich zarobków, nieodpowiednie odżywianie i nadużywanie alkoholu. Emigranci często zapominają o odpoczynku i relaksie. Nie mają świadomości, że potrzeba przerwy i zatrzymania się wynikająca z obserwacji własnego przemęczenia jest czymś koniecznym, aby doładować akumulatory na kolejny okres pracy.

Czy depresja na emigracji jest równoznaczna z koniecznością powrotu do Polski?

Nie zawsze powrót do Polski da nam gwarancję ozdrowienia, to tak nie działa, ucieczka od problemu nie jest rozwiązaniem. Należy rozważyć różne opcje bycia częściej wśród bliskich tu czy tam, lub zbudowanie sobie nowego kręgu przyjaciół tu, którzy będa dla nas jak rodzina. Oczywiście nie mówię teraz o prowadzeniu podwójnego życia, lecz o przebywaniu w gronie przyjaciół, na których można liczy w razie kryzysu. Krąg wsparcia jakim się otaczamy jest bardzo ważny, ważniejszy niż miejsce w którym się znajdujemy. Bo może się okazać, że nawet po powrocie do kraju, nie będziemy mieć nikogo, na kim można polegać.

Często kontakt z rodziną jest bardzo pomocny, więc zachęcam moich home-sick klientów do podróży do Polski lub zapraszania rodziny do siebie do Wielkiej Brytanii, aby ten kontakt z bliskimi był jak najczęstszy. Taki kontakt generuje poczucie bezpieczeństwa i spokój wewnętrzny.

Czasami jednak potrzebne jest ograniczenie kontaktu z rodziną, zmiana otoczenia i nawyków wynesionych z domu. Dzieje się tak w przypadku rodzin patologicznych z głęboko zakorzenionymi i nierozwiązanymi problemami przemocy, uzależnienia lub wykorzystywania w domu rodzinnym. W takich przypadkach rozłąka z bliskimi i budowanie swojego własnego życia z dala od negatywnych doświadczeń może być kluczowa i bardzo pomocna w procesie powrotu do zdrowia.

Czy osoby wychowujące się w domach wielokulturowych są bardziej podatne na problemy związane z określeniem własnej tożsamości i borykają się z poczuciem pustki?

Domy wielokulturowe są z natury lepsze ewolucyjnie dla dzieci, bo dają im większe możliwości wyboru i elastyczności życiowej. Mózgi dzieci wychowanych w środowisku wielojęzycznym są bardziej sprawne. Badania naukowe wykazały, że dorośli władający conajmniej dwoma językami, mają dane od losu 5 lat więcej życia bez demencji starczej. Są też inne korzysci natury biologicznej dla osób z tej grupy, chociażby lepsze możliwości adaptacyjne w sytuacjach stresowych.

Tożsamość czyli odpowiedź na pytanie kim tak naprawdę jestem zależy również od wielu czynników społeczno- kulturowych. [Więcej: Dzieci Trzeciej Kultury] Zależy od kolejności narodzin w rodzinie, stylu wychowania dzieci stosowany przez rodziców, ilość krewnych włączonych w wychowanie dziecka, doświadczenia traumy, wypadków, niepełnosprawności, schorzeń chronicznych, w tym bólu fizycznego. Gdy pochodzi się z kultury o ortodoksyjnym podejściu do religii i tradycji, depresja może stać się elementem odseparowania się od mentalności i stylu życia, który w nowym miejscu ma inny charakter. Możemy tęsknić za tym, co zostało za nami. Ta tęsknota może być dla nas źródłem cierpienia, a w konsekwensji przerodzić się w depresję.

Gdzie szukać pomocy w pierwszej kolejności? GP? Angielscy lekarze? Angielskie grupy wparcia? Czy lepiej szukać polskich specjalistów, aby nie zmagać się z barierą językową?

Angielskie profesjonalne grupy wsparcia w depresji działają w Anglii pod patronatem Depression Alliance. Są prowadzone w języku angielskim, więc trzeba być realistą i ocenić swoje możliwości porozumiewania się po angielsku. Jeśli język ma być barierą w komunikacji z lekarzem, to lepiej poszukać polskiego terapeutę, z którym będzie nam dużo łatwiej porozmawiać. Bardzo często bywa tak, że nawet rozmowa w ojczystym języku na temat cierpienia, bólu i poczucia pustki jest bardzo trudna. Więc warto ułatwić sobie samemu ten proces leczenia.

Polscy terapeuci są ujęci w spisach angielskich organizacji branżowych jak BACP (It’s Good To Talk) czy UKCP (Find a Therapist). Każda organizacja branżowa pozwala wyszukać terapeutę po kodzie pocztowym klienta, jak również po języku obcym wbranym przez klienta (zwykle trzeba użyć okna Advanced Search).

Jeśli chodzi o angielskiego GP, czyli lekarza rodzinnego, to należy pamiętać, że warto poprosić go o badania krwi, bo mogą się nam przydać do wykluczenia chorobowo-niedoborowych przyczyn depresji. Tu najczęstszym schorzeniem stojącym za lękami, paniką i apatią może być chora tarczyca.

Oprócz stacjonarnych grup wsparcia w Wielkiej Brytanii i GP istnieją również telefony zaufania, które są czynne całą dobę, siedem dni w tygodniu. Jeśli nadal istnieje bariera językowa, można skorzystać z telefonów zaufania do Polski, koszt takich połączeń jest niewielki. Jednak ja zachęcam do osobistego kontaktu z terapeutą, bo kontakt z drugim człowiekiem jest nieoceniony w leczeniu nie tylko depresji, ale innych chorób związanych z naszym zdrowiem psychicznym.

Czym się kierować przy wyborze terapeuty?

Przy wyborze terapeuty trzeba sprawdzić czy nasz kandydat ma rejestrację terapeutyczną i kartę z potwierdzeniem swojej rejestracji w Anglii w lokalnej organizacji. Takie legitymacje wydawane są raz na rok i warto o nie pytać psychologów podczas wizyty. To ważne, żeby mieć poczucie bezpieczeństwa, że pomaga nam osoba zrzeszona i objęta obowiązkiem przestrzegania kodeksu etycznego.

Trzeba też zobaczyć jak się czujemy w towarzystwie danego terapeuty. Czy jesteśmy otwarci, czy jest nam łatwo rozmawiać, czy dialog i pytania mają dla nas sens w zaistniałej sytuacji. Jeśli coś nam nie odpowiada, nie czujemy się komfortowo, to warto zmienić terapeutę już na samym początku. Pamiętajcie, że leczenie depresji to długi proces, może trwać od pół roku do około dwóch lat. Warto więc dobrać sobie bratnią duszę do rozmów.

Trzeba też pamietać, że istnieje ponad 55 typów terapii i tylko część z nich jest rekomendowana jako efektywna w kwestii leczenia depresji. Różne typy mogą się od siebie drastycznie różnić. Warto więc zapytać się terapeutę, jaką drogę leczenia nam proponuje i zastanowić się, czy jest to dla mnie właściwa droga. Warto być tu szczerym i rozmawiać z lekarzem o swoich wątpliwościach.

Co możemy zrobić, gdy znamy osobę, której zachowanie może nam podpowiadać, że cierpi ona na depresję?

Jeśli jest to osoba dorosła, to warto zasugerować jej kontakt ze specjalistą, ale należy pamiętać, że to ta osoba musi podjąć kroki i zgodzić się na leczenie. Zmuszanie jej do czegokolwiek, szantażowanie, straszenie jej przyniesie tylko odwrotny skutek. Są jednak sytuacje dramatyczne, gdy nasz bliski zaprzestaje chodzić do pracy, zakopuje się w łóżku na tydzień, jest niezdolny do wykonania kroku samodzielnie lub próbuje odebrać sobie życie. Wtedy w naszym obowiązku jest wykonanie tego pierwszego kroku. Trzeba wtedy zadzownić po pomoc do GP i poprosić o wizytę domową. Terapeuci ze względów bezpieczeństwa nie wykonują wizyt domowych. NHS ma grupy pracowników, które odwiedzają chorych w domu w parach (Mental Health Community Teams).

Jeśli mówimy o depresji u dzieci, to trzeba je dokładnie obserwować i z nimi rozmawiać. Pytać nauczycieli czy zauważyli zmiany w zachowaniu dziecka, nagłe pogorszenie ocen, unikanie kontaktów rówieśniczych, izolowanie się od grupy i jeśli rzeczywiście mamy wątpliwości i martwimy się stanem naszego dziecka, trzeba znaleźć terapeutę dziecięcego. Jeśli dziecko jest ofiarą prześladowania w szkole, to należy natychmiast zgłosić to dyrekcji, która zwykle podejmuje stanowcze kroki wobec dręczycieli. Wiele szkół posiada punkt charytatywnej terapii dziecięcej w swoim budynku, a większość z nich oferuje kilka pierwszych spotkań z dzieckiem za darmo. Popularna organizacja w Anglii pomagająca dzieciom terapeutycznie w angielskich szkołach to Place 2B (Place To Be)

Bardzo często, gdy w danej rodzinie jest osoba cierpiąca na depresję to wrażliwe dziecko reaguje na ten spadek nastroju rodzica, spadkiem własnego nastroju. Wtedy leczenie samego dziecka niewiele da, bo potrzeba, aby w terapii uczestniczyła cała rodzina.

Jak zachęcić osoby, u których widzimy problem depresji do podjęcia leczenia?

Najlepiej być dobrym przyjacielem, który po prostu jest obok. Taką trudną rozmowę można zacząć od słów:

  • Widzę, że przestałaś wychodzić z domu…
  • Ostatnio rzadko bywasz na naszym babskim spotkaniu…
  • Zauważyłam, że przestały Cię cieszyć rzeczy, które dawniej dawały Ci tyle radości…

Czasami potrzeba wiele prób i pytań, aby osoba w stanie depresji się otworzyła i przyznała, że ma problem. Można zaprosić tą osobę do siebie, ugotować jej coś, zaopiekować się nią. Jeśli to zapracowana mama, to można pomóc jej w opiece nad dzieckiem, zabrać malucha na spacer na godzinę, dwie. Dać jej chwilę sam na sam ze sobą. Jeśli są to problemy finansowe warto zaproponować pomoc w znalezieniu pracy lub skierować do doradcy finansowego. Ważne, aby nie być obojętnym i nie udawać, że nie ma problemu. Jeśli tylko coś nas niepokoi, nie zostawiajmy tego bez podjęcia rozmowy.

Warto pamiętać, ze w Anglii jest ogrom organizacji chartytatywnych pomagających ludziom w różnych sytuacjach życiowych. W przypadku samotnych mam pomocna jest organizacja Home Start, która raz na jakiś czas, przysyła na parę godzin jednego wolontariusza do takiej mamy do pomocy. Wolontariuszami mogą być osoby na emeryturze lub osoby w sile wieku, które chętnie potowarzyszą osobom samotnym, zapracowanym, zagubionym.  Z tego co słyszalam od klientek, to zwykle do samotnych matek przypisywane są kobiety na emeryturze. Doskonale wpisują się one w rolę brakującej babci.

Jak my sami możemy uchronić się przed depresją?

Możemy starannie wybierać to co jemy. Spożywać wiecej morskich ryb w diecie (2x w tygodniu), suplementować tran, zastąpić tłuszcze zwierzęce olejami tłoczonymi na zimno, jeść dobre chude czerwone mięso, unikać tłustej wieprzowiny, jeść swieże warzywa i owoce.

Ograniczmy konsumpcję alkoholu. Wiele osób ignoruje fakt, że alkohol to toksyna, czyli trucizna, jak arszenik. Arszenik zabija od razu, alkohol nie od razu, ale w dłuższym czasie powoduje zmiany w organiźmie włącznie z nowotworowymi. Nadużywanie alkoholu i stan wycieńczenia alkoholowego może objawiać się depresją. Aby się przed tym ustrzec nie należy przekraczać 14 porcji alkoholu na tydzień (zalecenia NHS).

Wyjeżdżajmy regularnie na wakacje, co pomoże obniżyć poziom naszego stresu. Chodzi o pobyt w lesie, nad rzeką, nad morzem, o spacer na molo, o zamoczenie nóg w wodzie, o polożeniue się na trawie. Kontakt z naturą daje nam bardzo dużo dobrego na płaszczyźnie psychicznej. Słońce, którego tak niewiele w Anglii, jest przecież naturalnym antydepresantem, wspomaga produkcje witaminy D w naszym organiźmie.

Możemy być bardziej aktywni fizycznie. Chodzi o ruch, o oddychanie świeżym powietrzem, o reagowanie na bodźce z zewnatrz, na światła, na wystawy sklepowe, na psy na smyczy, na pływajace kaczki, na innych ludzi obok nas. Taka niby niespecjalna stymulacja wzroku, słuchu, węchu, temperatury ciała, mięśni, ale jest pomocna dla równowagi psychicznej, jeśli korzystamy z niej regularnie.

Możemy czytać– czytać książki, mądre blogi, bibligrafie ciekawych ludzi, aby czerpać z nich inspirację do życia i chęci kreowania ciekawego świata.

Możemy dbać o żywe kontakty towarzyskie w atmosferze radosci i rozrywki – radości i spełnienia z partnerem, z przyjacielem, ze znajomymi z pracy. Warto stać się częścia jakiejś grupy, ale grupa do nas nie przyjdzie, to my musimy ją znaleźć i zadbac o regularność kontaktu. Polskie kościoły, polskie sobotnie szkoły, polskie Meet Up Groups są w stanie zaspokoić nasze potrzeby przynależności do grupy. Nie zamykajmy się jednak na świat i bądźmy otwarci także na kontakty z obcokrajowcami. W Anglii wciąż jest bardzo dużo życzliwych Polakom osób.

-.-

Kochani moi, jeśli czujecie, że problem smutku, nostalgii, depresji dotyczy Was lub Waszych bliskich, zostawiam tutaj namiary na świetną terapeutkę- Anię Mazowiecką, która obiecała mi, że się Wami porządnie zaopiekuje.

Anna Mazowiecka, BA, MA
Counsellor, PG Dip
Registered and Accredited Member of BACP

Kontakt: PersonalGrowthSolutions

Telefon: 07707639349

  • Depresja może dotknąć każdego. Wszyscy jesteśmy obciążeni, zmęczeni i mamy poczucie niespełnienia.

  • Niestety depresja jest często bagatelizowana i nie leczona, a to bardzo poważna choroba i bez odpowiedniej pomocy może skończyć się tragicznie.

  • Dzięki za ten tekst Kasiu! to bardzo ważna sprawa, niestety wielu z nas nie potrafi zauważyć momentu gdy już jesteśmy – może to jeszcze nie depresja – ale już jesteśmy na prostej drodze do depresji…
    Wśród wielu osób mieszkających na emigracji zauważam jedną sprawę – ludzie nie żyją swym życiem – ludzie żyją marzeniem (bo to nie są nawet konkretne plany) że np. pojadę do PL na wakacje i tam to dopiero pożyję, albo pojadę na urlop w ciepłe kraje, albo jak już kupię/zbuduję/wyremontuję dom/mieszkanie to będę mógł nareszcie żyć….
    problem jest w tym że to NIGDY NIE NASTĄPI! bo gdy teraz żyjemy tylko jakimś bliżej nieokreślonym czasowo i miejscowo marzeniem – to nawet jeżeli nam się to uda dokonać (po latach pracy wyrzeczenia itp) to dalej nie będziemy potrafili żyć i cieszyć się życiem – zawsze znajdziemy coś co kiedyś-gdzieś-jakoś…
    Wśród znajomych widzę że Ci którzy już dzisiaj coś robią – zwiedzają, jeżdżą na rowerach, uprawiają jakieś sporty, interesują się – czynnie – czymś, po prostu mają jakieś prawdziwe hobby – potrafią żyć i cieszyć się życiem już dziś i teraz.
    Często ich sytuacja finansowa wcale nie jest lepsza – oni po prostu mają coś w życiu do zrobienia – już dziś, teraz.
    Niestety zbyt często zamykamy się w domu i pracy… pracujemy zbyt długo – bo myślimy że w ten sposób ta emigracja nabierze sensu. Często zresztą ludzie tak widzą życie na emigracji – zarobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie żeby – coś kiedyś zrobić…
    Ale po jakimś czasie to nas niszczy,
    życie bez sprawiania sobie codziennych, małych radości może doprowadzić do coraz gorszego nastroju z depresją na koniec tej drogi….
    Jest coraz więcej grup ludzi którzy coś robią (zwiedzanie, granie, sporty) warto się dołączyć!
    Warto też pomyśleć –
    Co jako dziecko chciałem zrobić?
    pojechać do Londynu? Wejść na wieżę Eiffla? polatać na paralotni? popływać kajakiem? przeczytać książkę?
    No to zróbmy to!
    Zróbmy to i cieszmy się życiem dzisiaj, teraz! nie odkładajmy tego na kiedyś tam w przyszłości
    Co mogę zrobić dziś by poczuć się szczęśliwym?

    • oj Robert, to ja Tobie dziękuję za komentarz. Taki napełniony optymizmem i ciepłem.
      Zgadzam się z Tobą, że warto zrobić coś dla siebie i nigdy o sobie nie apominam, mimo, że rola męża, ojca, pracownika czasami może przytłaczać. Bez bycia dla samego siebie nigdy nie będziemy dla nikogo innego:)
      Pozdrawiam!

    • Świetny komentarz. Zgadzam się z nim w 100%

    • Agnieszka Lewandowska

      kwintesencja do tego co chciałam napisać, brawa też dla autorki tekstu za sposoby walczenia z depresją i cały tekst 🙂

  • To straszne, że ta choroba dotyka ostatnio coraz większą liczbę osób. Świat, w którym żyjemy pędzi i jest szalony. Zmiany miejsca, pracy, natłok obowiązków i cała sytuacja nie tylko polityczna, ale i kulturowa sprawia, że nie wszyscy czują się swobodnie. Dobrze, że są tacy ludzie, którzy niosą pomoc innym…

  • Agnieszka Adamowska

    Dzięki za ten tekst. Widzę, że to częsty problem, do pewnego stopnia „sklasyfikowany”. Ja zetknęłam się z nim boleśnie całkiem niedawno. Pozdrawiam serdecznie

    • Mam nadzieję, że masz obok siebie kto może Ciebie wesprzeć i jakoś pomóc. Powodzenia Aga! Pamiętaj, nie jesteś sama <3

  • Dee Lukasik

    Przeczytałam z dużym zainteresowaniem, bo faktycznie znam wiele samotnych osób w UK, którzy są samotni i u których widać oznak depresji. Nie raz chciałabym pomoc, ale nie wiem jak. Z drugiej strony, to takie kółko zamknięte niejednokrotnie, bo te osoby są samotne, ale przez swoje samopoczucie nie dopuszczają innych do siebie

    • Dlatego tak ważnym jest właśnie ten krąg osób wspierających chorych, który nie odpuści, nie odejdzie zniechęcony.

  • Jestem w Anglii od 5 lat. Początki były bardzo trudne, potem natomiast wkręciłam się w wir pracy. Święta i powroty do Anglii są jednym z gorszych momentów. Generalnie zajęłam sobie głowę innymi rzeczami, między innymi bloguję od roku 🙂

  • Sama esencja dla osób które zmagają się z problemem albo mają w bliskim otoczeniu chorego. Z rzeczy najważniejszych w życiu uznaję, że radość znajduje się na początku listy stanowiącej o jego jakości. Bardzo ważny i wyczerpująco opisany temat.

  • Fajnie, ze o tym piszesz. Takie słowa przydadzą się wielu ludziom na emigracji!

  • Hej. Super post. Sam mieszkam w Niemczech od dwóch lat i wiem, że człowiek w obcym kraju może się czuć gorzej, niezależnie od tego czy odnosi sukcesy. Potwierdzam też, że wiele zależy od tego jak dbasz o swoje zdrowie (fizyczne i psychiczne). To co napisał Robert też jest bardzo ważne. Coraz częściej żyjemy w biegu i nie mamy czasu nawet na najmniejsze przyjemności (takie małe jak wypicie porannej kawy i chwila zadumy, zamiast „kawy to-go” w drodze do pracy), a to właśnie one składają się na teraźniejszość. Pamiętajmy o tym, a będzie tylko lepiej 🙂

  • LiliannaWaleczna

    Pamiętam jak moja dobra koleżanka pojechała do UK. Chwilę przed wielkim polskim bum. Bardzo dobrze wykształcona kobieta. Silna i pełna optymizmu. Bardzo, źle wspominała pierwsze lata. Na szczęście świadoma rodzina w odpowiednim momencie zareagowała. Dziewczyna stanęła na nogi. Jest pełną optymizmu spełnioną kobietą!
    Ważne żeby ludzie wiedzieli i byli świadomi. Dzięki, że o tym piszesz!
    Mama Aga

  • Magda Tomaszewska

    O depresji nadal mówi się za mało, przez co większość osób nie ma pojęcia jak okropna jest ta choroba..

  • To bardzo ważny tekst i żałuję, że nie napisałaś go parę lat temu, gdy zmagałam się z depresją własnie na emigracji. Na szczęście jakoś sobie poradziłam, ostatecznie wróciliśmy do Polski, do rodziny i przyjaciół. Nie żałuję.

    Pozdrawiam, Kasia.

  • Bardzo ciekawy artykuł, depresja na emigracji czy w Polsce jest taka sama, nie jest to łatwy problem do rozwiązania. Reagować trzeba od razu zanim się rozwinie…

    • Depresja na emigracji oznacza,że i w Polsce mieliśmy z nią jakiś problem, nasz sposób reakcji na świat zewnętrzny i problemy, nie ma znaczenie gdzie jesteśmy, musimy się nauczyć radzić z samym sobą i problemami. Wspólczuję, bo to trudny problem.

  • Natalia Basińska

    Depresja to choroba, a nie jakieś naciągane smutki, jak się niektórym wydaje. Mam nadzieję, że niebawem emigranci, którzy tak bardzo tęsknią za naszym krajem będą mogli wrócić i żyć tu godnie, nie musząc martwić się o każdy grosz. Bardzo fajnie, że poruszyłaś ten temat i w dodatku dałaś dobre rady!

  • Angelika Fronia

    Bardzo ciekawy wywiad, depresja to trudny temat, a dzięki twojemu wpisowi dowiedziałam się o niej jeszcze więcej

  • Laura LR

    Depresja choroba straszna ktora czesto jest uwazana za nic sama na nia choruje wiem co to znaczy dobrze ze o tym piszesz warto o tym mowic glosno

  • Bardzo ważna rozmowa. Nie zdecydowałam się na emigrację, choć wielu moich znajomych wyjechało do Wielkiej Brytanii i Irlandii… Mnie nie ciągnęło i poza wyjazdami na wakacje, wcale nie chcę mieszkać za granicą. Rodzina, dom, praca – tutaj w Polsce mi to wystarcza.

  • Bardzo ważny wpis, jednak to wszystko zrozumieją tylko Ci, którzy to przeszli

  • www.lexmaruda.pl

    Kurczę, depresja jest paskudną chorobą i myślę, że ciężko jest ją pokonać z dala od przyjaciół i rodziny. Denerwuje mnie to, że – czy u Polaków w kraju czy za granicą – jest takie głupie myślenie na jej temat. Bagatelizuje się ten problem i sprowadza do fanaberii rozhisteryzowanego dziecka. Chyba to stanowi największą przeszkodę w walce z tą chorobą – brak empatii i zrozumienia.
    Bardzo ważny tekst!

  • Nigdy nie miałam uczucia depresji, kiedy mieszkałam za granicą. Nie męczyła mnie tęsknota, uczucie pustki. Nie drażniły normy wynikające z innego kręgu kulturowego. Chyba nadaję się na emigranta

  • Byłem w Londynie 2 dni. Było niby fajnie, ale nie wiem, czy chciałbym tu mieszkać na stałe. Dom to jednak dom – własny język, tradycje, kultura, poczucie bezpieczeństwa i coś, co znasz od urodzenia.

  • Renata

    Bardzo ciekawy artykuł i ważny temat. Depresja w sprzyjających warunkach może dopaść prawie każdego z nas. Ja sama uważam, że kontakt z ludzmi, aktywność fizyczna i wit. D pomaga zapobiegać depresji.

  • Tak często nawet nie zauważamy w natłoku zajęć że nie wszystko jest ok i przydałaby się wizyta u specjalisty. A po drugie: nadal panuje przeświadczenie że pomoc psychologiczna jest tylko dla czubków…

  • Fran

    Racja, moim zdaniem nie można jechać wyłącznie z nastawieniem, że pracujemy i śpimy i tyle. Trzeba dbać o swój rozwój wewnętrzny, znaleźć czas na swoje zainteresowanie, bo życie mamy tylko jedno czas jest cenny. Depresja to bardzo poważna choroba, według mnie najlepiej udać się na psychoterapię w tym wypadku. Co sądzicie na temat wideo konsultacji? wiem, że w psychomedic jest taka opcja, żeby wizyty odbywały się online, ponoć mają dobrych specjalistów.

Close