Polka na emigracji pracująca poniżej swoich kwalifikacji
Emigracja

Polka na emigracji pracująca poniżej swoich kwalifikacji? Tak to ja!

Historia jak tysiące innych. Jest sobie człowiek, chodzi do szkoły, zdaje egzaminy, dostaje czerwone paski, na studiach stoi w kolejce po stypendium naukowe, broni dyplom z wyróżnieniem, potem kolejny, robi specjalizację, odbywa praktyki, jedna za drugą, gdzieś pomiędzy stażem za grosze robi podyplomówkę. A później, gdy już myśli, że cały świat stoi u jego zawodowych stóp, wyjeżdża w poszukiwaniu lepszego świata, szerszych perspektyw i ogromnych możliwości. Tymczasem kończy na zmywaku w jednym z londyńskich barów z frytkami. Brzmi znajomo?

Wiecie, że co piąta osoba z wyższym wykształceniem, która planuje emigracje, spodziewa się już przed wyjazdem, że przyjdzie jej pracować poniżej własnych kwalifikacji zawodowych? A ponad połowa Polaków pracująca sezonowo za granicami kraju, pracuje poniżej swojego wykształcenia. Z jednej strony to strasznie smutny i przygnębiający obraz polskiego emigranta, z drugiej strony natomiast, to rzeczywistość, którą każdy z nas po przyjeździe tutaj, musi dostosować do własnych możliwości. Nie zawsze chodzi od razu o porzucenie swoich ambicji i rezygnacji z planów zawodowych. Raczej o przełożenie tego w czasie.

Na początku trzeba się załapać, trochę po znajomości, trochę fartem, żeby tylko załatwić potrzebne dokumenty, ubezpieczenie, założyć konto w banku, opłacić pokój. Kto tam w tym pierwszym okresie myśli o pracy zgodnej z wykształceniem. Myśli się raczej o tym, czy starczy do pierwszego i czy da się radę wrócić do domu przed zmrokiem. Dopiero po jakimś czasie człowieka zaczyna uwierać praca, która bardziej przypadkowa, niż z wyboru. Ale zanim to się stanie, przełyka się tę gorycz tak długo, aż będzie się gotowym na zmiany.

Marnotrawstwo mózgów

Ostatnio przeczytałam taki artykuł, w którym padły słowa: marnotrawstwo mózgów grożące polskim specjalistom. Tak jakby wykształcenie w polskiej szkole definiowało w całości, kim jestem i kim mogę być. A przecież tak nie jest. A przynajmniej ja się z tym nie identyfikuję. Jestem przecież kimś znacznie więcej niż tylko polskim pedagogiem i nauczycielem. Mogę się rozwijać, przekwalifikowywać, poszerzać swoje horyzonty, zmieniać prace, szkolić się, poszukiwać i błądzić. Nie znoszę, gdy ktoś o nas emigrantach mówi, że jesteśmy straconym pokoleniem. Straconym dla kogo? Dla Polaków w kraju, którzy takie terminy wymyślają? Ja nie czuję się straceńcem ani nawet przegranym. To, że jak miliony Polaków, nie pracuję w swoim zawodzie nie oznacza, że mój mózg się marnuje. Uwierzcie, on pracuje podwójnie ciężko na emigracji.

Nie jestem nikomu nic winna, za swoje wykształcenie sama zapłaciłam, studiując zaocznie. Pracowałam od osiemnastego roku życia, inwestowałam w siebie poświęcając czas i zdrowie. Kombinowałam, tak jak większość moich rówieśników w tamtych czasach. Nie czuję się w obowiązku wpasowywać się w statystyki mówiące ile to nas Polaków marnuje się na emigracji. Nie chcę spełniać oczekiwań innych ludzi, bo moje doświadczenie, kwalifikacje i dojrzałość podpowiada mi, że i tak nie zrozumieją. Czasami w życiu chodzi o coś więcej niż o chorą ambicję, która ma udowodnić wszystkim, że jest się kimś więcej, niż pokazuje nam odbicie w lustrze porannym.

-.-

Dla większości emigrantów wyjazd za granice podyktowany jest chęcią poprawienia statusu materialnego. Bardzo często koszty tutaj nie wchodzą w grę. To trochę loteria, trochę ryzyko, ale zwykle chodzi o to, aby jakość życia pozwalała spać spokojnie. Ludzie wyjeżdżają, bo chcą lepszej pracy, niż ta, jaka jest oferowana w Polsce. Chcą być wynagradzani na poziomie europejskim, do którego tak ciągle gonimy. Chcą zarabiać więcej niż polska minimalna krajowa i dodatek 500+. Chcą się móc utrzymać bez popadania w długi i życie na raty. Mowa tu o ludziach wykształconych, o nauczycielach, pielęgniarkach, bankierach, którzy w kraju są niedoceniani, a wyjazd za granicę daje im szansę na własny dom i godną przyszłość dla dzieci.

Co nas wstrzymuje?

Czemu więc, mając takie plany i ambicje, większość z nas zaczyna na zmywaku i przez kilka lat pracuje w fabrykach supermarketów na nocki? Jest kilka powodów, które po latach życia na emigracji stają się banalne, ale w momencie przekroczenia granicy, są nie do przeskoczenia.

Bariera językowa to jeden z powodów, dla których tak ciężko znaleźć pracę w zawodzie w danej wąskiej specjalizacji. Nawet jeśli nie mamy problemu w porozumiewaniu się na codzień, to jednak praca w urzędzie, szkolnictwie, szpitalach, bankach, bez znajomości tutejszego prawa i języka specjalistycznego może być, w pierwszym okresie po przyjeździe, niemożliwa.

Inny powód to potrzeba czasu na zapuszczenie korzeni. Na poznanie otoczenia, miasta, połączeń metra, dostosowanie godzin pracy do rutyny całej rodziny. Jeśli przyjeżdżamy tutaj z dziećmi czy partnerem, to pracę trzeba wpleść w godziny szkolne. Potrzeba stabilizacji i rozeznania w terenie sprawia, że emigranci pracują tam, gdzie akurat jest możliwość, gdzie akurat kolega załatwił robotę.

Referencje to taka magiczna opinia pracodawcy, która w Anglii jest ważniejsza niż cała historia zawodowa w Polsce. Nikogo tutaj nie interesuje, że kiedyś w Polsce miałeś świadectwo z paskiem i pracowałeś w największym sklepie na wsi jako kierownik zmiany. Niestety bez dobrych angielskich referencji szukanie pracy może być utrudnione. Więc początkowo trzeba się gdzieś załapać, odpracować swoje, pomęczyć, dać się poznać z dobrej strony, aby później móc zrobić krok do przodu i szukać tej idealnej pracy.

To tylko chwila, może miesiąc, wakacje, pół roku, do świąt. Przyjeżdżamy tu tylko na próbę, na jakiś czas, aby zarobić na kredyt, na auto, na operację. Wydaje nam się, że za jakiś czas zjedziemy do Polski, więc te pół roku przepracujemy poniżej kwalifikacji, ale za to z pewną wypłatą co tydzień. Zobaczymy jak się ułoży, czy nam się spodoba, a później się będzie martwić i snuć poważniejsze dalekosiężne plany.

pracuje ponizej swoich kwalifikacji

Polak pracownikiem roku

Polacy na emigracji to świetni pracownicy, sumienni, obowiązkowi, punktualni. Często sama słyszę od mojej szefowej, że bardzo lubi zatrudniać Polki, bo my nigdy nie chorujemy, nigdy się nie spóźniamy i robimy dużo nadgodzin. Nie marudzimy, traktujemy pracę poważnie i można na nas polegać. I taka właśnie opinia panuje o Polakach, nasi budowlańcy, hydraulicy i kierowcy są chodliwym towarem na Wyspach. Posiadanie fachu w ręku, duża determinacja i chęć zarobku, ułatwia znalezienie pracy w zawodzie.

Co piąty Polak za granicą twierdzi, że wykonuje pracę poniżej swoich kwalifikacji i wykształcenia. Podejrzewam, że podobnie jest w kraju, gdzie pewnie tyle samo Polaków pracuje poza swoim wykształceniem, albo wcale nie pracuje. Tylko że określenie marnotrawstwo mózgu ich nie dotyczy przecież. Łatwiej odnieść je do Polaków, którzy wyjechali, o których tak mało wciąż Polska wie. Których nikt nie pyta o zdanie, którym tak łatwo jest wyrzucać w twarz, że marnują siebie i swój potencjał.

Poczucie niespełnienia i model witaminowy Petera Warra

Trzydzieści lat temu amerykański psycholog Peter Warr, stworzył koncepcję (model witaminowy) wyjaśniająca naturę motywacji ludzi do pracy. Po przeprowadzeniu badań nad zachowaniami pracowników zaproponował teorię zakładającą, że środowisko pracy dostarcza człowiekowi dziewięciu czynników, które wpływają na jego zdrowie. W zależności od jakości środowiska pracy może ono wpływać pozytywnie lub negatywnie na psychikę człowieka. Analiza wniosków w oryginalnym modelu Warra pokazuje, że jeśli człowiek/pracownik bardzo długo wykonuje pracę poniżej kwalifikacji i zmusza się do niej każdego dnia, to istnieje duże ryzyko, że w niektórych sferach człowiek będzie doświadczał stanu głębokiego niezadowolenia. Może się okazać, że poczuje wewnętrzną pustkę, depresję i poczucie niespełnienia.

Czy warto więc podejmować pracę poniżej swoich kwalifikacji? Oczywiście, że tak! Taką pracę trzeba traktować, jako element prowadzący nas do celu. Każda praktyka, kursy, staże zawodowe mogą w przyszłości okazać się pomocne. Niepozorny zmywak w londyńskim pubie, zaplecze sklepu, pakowanie ulotek, praca na taśmie czy w domu starców, może dać nam doświadczenie zawodowe, które często jest dużo ważniejsze niż dyplom najlepszej uczelni.

Traktujmy pracę poniżej swoich kwalifikacji jako jeden z kroków do kariery zawodowej, bez wstydu i skrępowania, bez piętna zmarnowanego pokolenia i drenażu mózgu, jakie serwują nam rodacy specjaliści w kraju.

*dane procentowe według badania opinii nt. emigracji przeprowadzonego przez Bankier.pl, 2016

  • Moni Ka

    Przeczytalam artykuł i w 100% się z nim zgadzam. Ba, jestem typowym opisanym przykładem. Po magisterce, podyplomowe, wyjechałam do uk podszkolic język, bo w pl bez doświadczenia nie mogłam znaleźć pracy w zawodzie. Wyjechałam na pół roku, góra rok. A potem zostałam tutaj. Pracowałam przez kilka lat w hotelu, od housekeepingu do managera, ale nie lubiłam
    tej pracy. Zawsze chciałam wrócić do zawodu. Zaczęłam szukać, aplikowalam na chyba ze 100 ogłoszeń, aż w końcu ktoś mi dał szansę na part time. Po dwóch tygodniach supervisor poprosił mnie na rozmowę czy nie chciałabym aplikować na full time bo właśnie mają wolny wakat. Dalej już poszło z górki. Pracuje w zawodzie, rozwijam się, nigdy w życiu nie muszę już wracać do pracy w hotelu. A co do tego czy jestem stracona czy nie, cóż… powiem tak, gdybym została w Polsce i dostała prace w 
    zawodzie myślę że nie rozwijalabym się tam tak, jak tutaj. Nie miałabym tylu możliwości. Osobiście cieszę się , że wszystko się tak poukladalo a nie inaczej. Gdybym teraz chciała wracać do Polski to jeśli chodzi o pracę to myślę, że jestem w dużo lepszej sytuacji niż byłabym dzisiaj zostając w Polsce i tam pracując też w zawodzie. Więc nie, nie zgadzam
    się że jesteśmy straceni. Ale autorka tego artykułu też się nie zgadza.

  • Lexa End

    Mi zajelo 6 lat zeby dostac prace w zawodzie. Przez Jezyk ang I break doswiadczenia w zawodzie w angliii no I break szczescia ale w koncu ktos dal mi szanse. Cud po prostu. Najwazniejsze zeby isc do pracy w ktorej sie pracuje z Anglikami bo to jedyna droga do nauki ang no I inwestowanie w ang. Kwalifikacjie I lekcje ang. Moj ang nadal jeszcze nie idealny i akcent mam polski ale troche z wyboru bo mi sie podoba. Lol

  • Bernadetta Jenorowska

    Dla mnie praca ponizej kwalifikacji byla srodkiem do podjecia pracy w wyuczonym zawodzie, duzo sie nauczylam przez ten czas (jezyka, a zwlaszcza uzywania go, systemu pracy w UK, tego w jaki sposób panstwo
    funkcjonuje i w jaki sposob wspiera osoby wykonuja prace w moim zawodzie oraz wiele innych rzeczy, ktorych nie da sie tak na prawde zmierzyć a sa potrzebne do zycia na emigracji. Polacy nadal patrza na papiery, malo kto na faktyczne umiejętności. To, ze ktos pracuje jako np sprzataczka nie znaczy, ze bedzie pracowal w tym zawodzie do konca zycia. Elastycznosc w zyciu tez jest wazna wartoscia na rynku pracy. Nikt nie mowi, ze jak juz zaczelo sie prace w danym zawodzie, to nalezy juz w nim pracowac do emerytury. Straceni sa ci, ktorzy pracuja w nielubianym zawodzie tylko dlatego, ze zdarzylo im sie w nim wyksztalcic. Czasem trzeba zaczac od poziomu nizej, zeby moc okreslic, czego tak na prawde oczekujemy od zycia.

  • http://www.mojaszkocja.com Robert – Moja Szkocja

    jak dla mnie stwierdzenie „praca poniżej kwalifikacji” jest koszmarkiem, ludzkim koszmarkiem stworzonym przez tych dla których całe życie, jego wartość i prestiż jest zawarte w takiej małej rubryczce którą znajdziemy we wszelkich formularzach: „miejsce pracy”
    Czy to że kiedyś byłem kierownikiem działu i miałem „pod sobą” 30 osób, oznacza że jeżeli teraz pracuję jako zwykły pracownik dla kogoś innego i to za mniejsze pieniądze to jest to coś gorszego?
    gorszego dla kogo?
    dla mnie, czy dla tych którzy wymyślają takie sformułowania?
    Miejsce pracy, jej rodzaj, współpracownicy, szefostwo, czas spędzony w pracy, itp, itd to wszystko jest naszym wyborem!
    Jeżeli wybieramy to świadomie, ponieważ do czegoś jest nam to potrzebne (obojętnie czy to szczebel w drabinie, czy miejsce gdzie mamy czas by zająć się naszym hobby, czy po prostu praca która nam przynosi satysfakcję) to właśnie to, taka praca jest po prostu dla nas najlepsza (w danym momencie).
    Znam ludzi którzy pracują jako struże za minimalną stawkę, na 24 godzinnych szychtach, ponieważ mają czas by jeździć po całej UK w wolnych dniach.
    Znam ludzi którzy pracują fizycznie, ponieważ (jak to powiadają) gdy kończę pracę nie muszę o niej myśleć i mam czas dla siebie.
    Znam ludzi którzy pracują na niskich stanowiskach by mieć czas i spokój potrzebny by np. pisać książkę czy poszerzać swoją wiedzę.
    Wszystkie te osoby ukończyły studia i pracowały na „wysokich stanowiskach”, tylko że w pewnym momencie swego życia stwierdziły że wolą pracować by żyć, a nie żyć by pracować….
    oczywiście można pracować gdzieś na dobrym stanowisku i dalej czuć że się żyje – ale każdy ma swój sposób na życie.
    Jedynym momentem gdy o kimś bym powiedział że żyje poniżej kwalifikacji to sytuacja gdy wraca do domu po pracy i nic nie robi… nie rozwija się, nie czyta, nie ma hobby, nie ma celu…
    Nawet jeżeli taka osoba pracuje w wyuczonym zawodzie, to jeżeli jego życie na tym się kończy – to jest to jak dla mnie smutne…
    Nie powinniśmy żyć na miarę naszych wyuczonych szkolnych kwalifikacji – ale żyć i pracować wedle naszej świadomej decyzji.
    pozdrawiam z mroźnej Szkocji 😉

  • Agata

    Ja mialam w sumie szczescie. Wyjechalam zaraz po studiach, bo wiedzialam, ze po biologii w Polsce moge najwyzej w szkole uczyc. Bylam mloda i bez meza czy dzieci, a to sporo ulatwia. Angielski znalam komunikatywnie (zdany FCE), ale inny akcent (wyemigrowalam do Stanow) oraz niesmialosc spowodowala, ze kompletnie mnie jezykowo sparalizowalo. 😉 Zeby sie zaczepic w obcym kraju, zaczelam klasycznie – od pracy sprzataczki w hotelu. Nie powiem, bylo nas fajne grono babek w roznym wieku, ale wiekszosc z nas byla Polkami, a mi chodzilo o to, zeby sie obyc z angielskim. 😉 Fuksem zwolnilo sie miejsce kelnerki w hotelowej restauracji i udalo mi sie dostac te pozycje. Wtedy juz poszlo. Rozmowy ze wspolpracownikami, klientami i angielski przestal przerazac. 😉
    Rok po przylocie wrocilam na studia, bo uparlam sie zeby pomimo polskiego dyplomu, zrobic tutejsza magisterke. Udalo sie, chociaz zajelo dobrych kilka lat, pomimo ze przyjeta zostalam od razu na studia magisterskie (ominelam licencjat). A musialam zaliczyc zaledwie 10 przedmiotow. Niestety, studia sa tu koszmarnie drogie. Zeby na nie zarobic, moglam brac tylko 1-2 przedmioty na semestr i caly czas pracowalam na pelen etat.Troche wiec to trwalo, ale obylo sie bez pozyczki studenckiej. :)
    W miedzyczasie szukalam pracy w „zawodzie”, cokolwiek to znaczy po biologii. 😀 Zupelnym fartem, przez owczesnego chlopaka, poznalam dalsza znajoma, ktora pomogla mi dostac prace w laboratorium. I tak juz zostalam. W poprzedniej pracy bardziej przydaloby mi sie wyksztalcenie chemiczne, ale w obecnej biologia juz sie przydaje. :) Mozna wiec uznac, ze pracuje w zawodzie. 😉
    Mnie najbardziej dziwi postawa niektorych mlodych ludzi. Przylatuja z Polski, lapia sie pierwszej, lepszej pracy na sprzataniu czy budowie i tak juz zostaja. Nie maja jeszcze rodzin, maja czas zeby poznac jezyk, zdobyc wyksztalcenie, a nie robia nic. Starszym, wiadomo, trudniej nauczyc sie jezyka, ale poznalam kilka dziewczat 18-19 letnich, ktore mieszkaly jeszcze z rodzicami, mogly spokojnie isc do college’u, ale nie. Przyznawaly otwarcie, ze chca tylko pracowac i zarabiac… Nie wiem czy to takie szokujace tylko dla mnie, jako osoby, ktora juz z Polski przybyla z wyzszym wyksztalceniem? Moj maz przylecial bez znajomosci angielskiego (w Polsce mial niemiecki), ale w czasie „przed dziecmi”, mimo ze oboje pracowalismy i staralismy sie o kredyt na kupno domu, on biegal jeszcze wieczorami na kurs angielskiego. Mozna?
    Kiedy ma sie dzieci jest oczywiscie duzo trudniej, bo to im chce sie zapewnic byt przede wszystkim, ale bedac samemu, jeszcze mlodym? Swiat stoi otworem. A juz na pewno obcy kraj. 😉

  • http://www.mama-m.pl Lena

    Tak, jak piszesz, to krok do dalszego rozwoju i zdobywanie doświadczenia. W sumie wyczerpałaś temat, mam podobne zdanie,d atego trudno dopisać mi coś więcej. Znajomym mamom na emigracji przytrafiało się różnie, ale te co nie przyjmują tego co mają, tylko traktują to, jako trampolinę, potrafią wykorzystywać okazje, są zadowolone.

  • http://www.rozkminytiny.pl Rozkminy Tiny

    Tak jakby w Polsce ludzie nie pracowali poniżej tych kwalifikacji 😉 tyle że tu za tą kwotę niestety nie przeżyją. Nie ma się co wstydzić – dyplom prestiżowego stanowiska nigdy nie gwarantuje :) sama zastanawiałam się, „co by było gdyby”, bo jestem wzrokowcem i trudno mi się „osłuchać” z językiem. Choć przyparta do muru pewnie musiałabym 😉

  • Karolina McIlroy

    Kiedy wyjezdzalam w styczniu 2006 uparlam sie, ze znajde prace w swoim ‚zawodzie’. Po 2-3 tygodniach aplikowania na rozne stanowiska uslyszlam od ojca swojego owczesnego chlopaka, ze powinnam poszukac czegos w jakiejs fabryce. Nie ma w pracy w fabryce oczywiscie zadnego wstydu – praca, jak kazda inna, ale jak powiedzialam uparlam sie, bo chcialam robic, to co lubie i zdobywac nowe doswiadczenia w konkretnej dziedzinie. W marcu pracowalam juz na stanowisku zgodnym z wczesniejszym doswiadczeniem w PL. Nie do konca bylo to, czego chcialam docelowo (marketing), ale juz w 2007 roku praowalam w swoim zawodzie (zgodnym z doswiadczeniem i wyksztalceniem). Na pewno bylo latwiej, poniewaz jezyk mialam dobrze opanowany.
    Jak pisze Robert – Szkocja, wazne zeby miec satysfakcje z pracy i robic, to co pomaga w danym momencie w zyciu.
    Dzisiaj chetnie zmienilabym kwalifikacje, zeby miec lepsza rownowage miedzy praca a zyciem rodzinnym i nie musiesc zyc, zeby pracowac. Ciezko, ale bede probowac.

  • http://aksway.blogspot.com/ Agnieszka Kwiatkowska-Stenzel

    Zastanawiam się nad wyjazdem, muszę przyznać, że między innymi temat pracy mnie blokuje przed podjęciem ostatecznej decyzji.. Myślę, że przez komentatorów sytuacji osób pracujących za granicą przemawia jakiś rodzaj zazdrości…nie znoszę wygłaszania takich ocen. Także nic się nie martw i rób swoje

  • http://btth.pl/ Joanna Julia Sokołowska

    Mądry, przemyślany, oparty na doświadczeniach tekst. Praca, to praca – jedna przyjemniejsza, inna mniej – ale jeśli pozwala człowiekowi spełnić jakieś zamiary (podszkolić język, odłożyć na wakacje w wymarzonych tropikach), to znaczy, że ma sens!

    • http://mamaw.uk Kat Nems

      dzięki Asiu! <3

  • http://www.blogierka.pl/ Blogierka

    Zadna praca nie hańbi i każda czegoś nas uczy.Ja w UK pracowałam za barem i zakochałam się w tego typu pracy, mimo, że
    skończyłam psychologię ;). A Ty czym się obecnie zajmujesz w UK?

  • http://www.kroplaarganu.com Dorota S. Kropla Arganu

    Jest jeszcze jeden powód dlaczego tak się dzieje. Wysokiej jakości pracy po prostu NIE MA dla wszystkich. Jest tak samo zarówno w Polsce jak na emigracji. Rynek pracy jest jak gra w krzesełka. Ktoś się nie załapie. I co ma wtedy robic? Pozostaje schować ambicje, dostosować marzenia do rzeczywistości i szukać pracy jakiejkolwiek aby się utrzymać. Poza tym nawet do prac poniżej kwalifikacji już nie jest tak łatwo się dostać. Do nich jest największa konkurencja bo niby każdy może ją wykonywać. Np 2000 kandydatów na jedno stanowisko! Ten który taką zdobył w żadnym wypadku nie jest gorszy. Powinien się cieszyć, że pracuje i zarabia.

  • Adka

    Uważam, że żadna praca nie hańbi. Lepiej się czymś zająć niż siedzieć na zasiłkach i narzekać jak to jest źle. Też jeżdżę przez promedicę na kontrakty do UK opiekować się seniorami właśnie z powodów finansowych. Wiadomo, że to praca fizyczna, więc bywa ciężko, ale pieniądze większe niż w kraju, mam szkolenia i szlifuję język, bo muszę się porozumiewać ze swoimi podopiecznymi i ich rodzinami. Każda życiowa sytuacja to jakieś doświadczenie, człowiek się rozwija.

  • http://www.moneygrabbing.co.uk/ Radosław Salak

    Chyba pracuję poniżej kwalifikacji, ale jak to określić. Uważam, że bardziej istotne jest to w jaki sposób jesteśmy wynagradzani, jeśli za tę samą pracę mam więcej w UK niż w PL to okazuje się, że to stwierdzenie jest źle postawione i raczej ma na celu pewną manipulację. Co przez pewien czas był taki przekaz w mediach.

    Osobiście uważa, że pracując za mniejsze pieniądze a wykonując tą samą pracę to wówczas człowiek tak naprawdę oszukuje sam siebie.

    A wracając do meritum to lepiej nie pracować w ogóle i przejść na wcześniejszą emeryturę i po problemie :)

Close