błędy popełniane przez matki emigranki
Emigracja, Macierzyństwo, Popularne

10 błędów popełnianych przez matki emigrantki

Bycie rodzicem to największe wyzwanie, jakie człowiek może sobie wyobrazić. Bo nie chodzi przecież tylko o uznanie szefa, napisanie książki, która kurzyć się będzie na półce czy pełne konto bankowe. Nie chodzi o to, aby zdobyć szczyt, którego nikt wcześniej, być oklaskanym na forum czy na mecie ostatnim oddechem paść. Tu chodzi o życie, które trzeba począć, a później w zgodzie ze sobą wychować, tak aby nie skrzywdzić, nie odcisnąć piętna, nie zarysować tej cieńkiej skóry do krwi.

Macierzyństwo na emigracji jest szczególne, bo misja jaką ze sobą niesie, jest nieporównywalna z wychowaniem dziecka w kraju. Nie chodzi mi tylko o samotność rodzinną i poczucie obcości, ale o to, że świadome rodzicielstwo tutaj, to wychowanie dziecka tak, aby w szacunku do swoich korzeni, umiało się odnaleźć w świecie w jakim przyszło mu żyć.

Wiem, że wszystkie mamy pragną dobrze wychować dzieci, aby umiały stawać na palcach, by chwytać gwiazdy, aby były szczęśliwe nawet w dziurawych butach. Błądzimy w poszukiwaniu złotego środka, pomiędzy wyczerpaną cierpliwością a brakiem pomocy. Popełniamy błędy kierując się opiniami innych, brakiem wiedzy lub ludzką nieporadnością. Żałujemy, że nie byłyśmy silniejsze, bardziej zorganizowane, lepsze dla tych małych rączek, że zbyt rzadko miałyśmy czas.

Błędy rodzicielskie są nieuniknione, ponoć można się na nich uczyć. Poniżej kilka błędów popełnianych przez matki emigrantki, których może uda Ci się uniknąć w przyszłości. Nie są one wytycznymi czy koniecznością, (bo kim ja jestem, aby Ci radzić), a raczej punktem wyjścia do refleksji.

ZMUSZANIE DO POLSKOŚCI

To te wszystkie sytuacje, kiedy stale wybieramy Polską Szkołę zamiast lekcji baletu, o których córka marzy. To wtedy gdy przebieramy dziecko za krakowiankę, gdy ona wolałaby warkocz Elsy założyć. Gdy uczymy na siłę polskich piosenek, zmieniamy kanał na polską telewizję, czytamy do znudzenia tylko polskie książki. To wszystkie te momenty, gdy każemy dziecku chodzić z polską flagą przypiętą do plecaka, kibicować tylko biało czerwonym, a w niedzielę zmuszamy do klusek i schabowego, bo tak trzeba.

Zamiast tej nadgorliwości lepszy będzie przykład własną osobą i cierpliwość, która pewnego dnia zaprocentuje polską dumą. Lepszy będzie kompromis i naturalne podejście do patriotyzmu, dostosowane do wieku dziecka, czasu i miejsca, niż dręczenie sloganami, których dziecko nie zrozumie. Zmuszanie do polskości może mieć tylko odwrotny skutek, a przecież nie o to nam chodzi.

OGRANICZANIE KONTAKTÓW Z RODZINĄ W KRAJU

Bo czasami nam wygodniej nieodebrać połączenia od teściowej, szczególnie gdy jędza. I dzwonić też ciężko, gdy przecież pracujemy do późna, a tu ugotować trzeba, posprzatać, okna wymyć na błysk. A gdy już zjedziemy do Polski to przecież zwykle zabiegani jesteśmy od banku do dentysty i zwykle brakuje czasu na wizytę u ciotki i prababki. I nie chodzi oto, aby na skype siedzieć codziennie, ale aby dać dziecku szansę na poznanie rodziny, tej dalszej również. By wiedziało, że ma korzenie, że skądś pochodzi, znało nazwiska i imiona kuzynów. Żeby w szkole na równi z innymi dziećmi, mogło samo wykonać pewnego dnia drzewo genealogiczne.

MÓWIENIE, ŻE WSZYSTKO CO POLSKIE JEST NAJLEPSZE

Spotykam takich ludzi na ulicy, w pracy, w kościele, wszędzie. I Wy pewnie też ich spotykacie, to Ci którzy twierdzą, że jedzą tylko polskie wędliny i ciasta i tylko na polskiej mące pieczą i polską magarynę na chleb kładą i nie rozumieją jak można innych rzeczy używać niż polskie. I że do angielskiego lekarza nie pójdą, jeśli szukać będą budowlańca to tylko Polaka i że ci Anglicy to się na niczym nie znają i głupi naród jak but.

I ja czasami też tak mam, bo jestem przyzwyczajona do smaków i rzeczy mi znanych od urodzenia. Ale wmawianie tego dziecku nie służy jemu. Ono musi samo wyrobić swój gust i opinię o świecie, w którym żyje. Dziecko nie posiada bagażu życiowego i nie można nam wkładać naszych upodobań i uprzedzeń w jego ręcę. Po prostu nie wolno nam tego robić.

WAKACJE TYLKO W POLSCE

Takie utrapienie dla wszystkich emigrantów, ten wybór pomiędzy urlopem w ciepłym kraju a Polską. Większość z nas wybiera wakacje w ojczyźnie, u babci, w domu rodzinnym. I to jest super, tylko oby te wyjazdy nie zamieniały się, szczególnie dla dziecka, w czas nudy odliczanej na kartkach kalendarza. Żeby pewnego dnia ta Polska nie zamieniła się w rutynę, którą trzeba odbębnić.

Najlepiej wyjazd do Polski zaplanować bardzo aktywnie i oprócz siedzenia po wujkach i ciotkach, można przy okazji odwiedzieć z dzieckiem najsłynniejszy park rozrywki w Polsce, zwiedzić wojewódzkie zoo, wybrać się jak spływ kajakowy, w polskie góry lub morze. Polska jest piękna i aby właśnie ta jej różnorodność kojarzyła się dziecku z wakacjami, a nie tylko ten babciny dom na wsi.

dziecko na emigracji

MÓWIENIE DO DZIECKA ŁAMANYM ANGIELSKIM

Bardzo doceniam moją prywatną sytuację rodzinną, w której dom dwujęzyczny okazuje się zbawienny jeśli chodzi o kwestie językowe naszej córki. Ale wiem, że wielu polskich rodziców obawia się, jak jego polskie dziecko poradzi sobie w angielskiej szkole, na angielskim podrówku. Chcąc mu w tym pomóc rodzice zaczynają rozmawiać z dzieckiem po angielsku i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że sami nie potrafią w tym języku poprawnie mówić. Dochodzi do sytuacji, że dziecko nie potrafi poprawnie mówić ani po polsku, ani po angielsku, mało tego, nie można takiego dziecka zrozumieć, a jedynymi osobami którzy potrafią się z dzieckiem porozumieć są rodzice.

Dwujęzyczność jest bardzo złożonym tematem, ale najważniejsze to uwierzyć w dziecko i jego niesamowite zdolności adaptacyjne. Ono potrafi bez książek, lektora i słowników opanować dwa, trzy i pięć języków obcych. Tylko trzeba się nie bać i pozwolić dziecku rozwijać się we własnym tempie. Ja mówię do córki po polsku i też Was do tego zachęcam, angielski przyjdzie sam, uwierzcie.

BRAK ZAINTERESOWANIA KULTURĄ KRAJU W JAKIM SIĘ ŻYJE

Nie ma nic gorszego niż bycie obojętnym na świat obok nas, ignorowanie tradycji i kultury kraju, w którym przyszło nam żyć jest po prostu słabe. Nie oszukujmy się, my możemy być walecznymi przeciwnikami Halloween i nie lubić królowej Elżbiety, możemy nie stawiać czekoladowych jajek wielkanocnych ponad święconkę i udawać, że kolacja wigilijna to jedyne słuszne rozwiązanie świąteczne, ale jeśli żyjemy tutaj, to chcąc nie chcąc, te rzeczy będa dotykać nasze dziecko. Udawanie, że nas to nie dotyczy i że będziemy zawsze w opozycji do zwyczajów angielskich jest głupotą.

Lepiej pokazać różnice, nauczyć szacunku do inności, zainteresować tym co nas wyróżnia, ale nie deprymować tego co nas dzieli. Uświadomienie dziecku, że nie ma jednego właściwego stylu życia jest ważniejsze niż ślepa wiara w rodzicielskie polskie ideały.

KRYTYKOWANIE TUTEJSZYCH ZWYCZAJÓW I STYLU ŻYCIA

Zdarzyło mi się samej popatrzeć na tą deszczową Anglię z miną niezrozumienia, gdy zobaczyłam pierwszy raz ludzi w piżamach na ulicy i gdy pierwszy raz usłyszałam o angielskim chowie niemowlaków. Oczy wywaliłam z orbit, gdy natknęłam się na gołe nóżki noworodków w sklepie w alejce z mrożonkami. Do tej pory mam mieszane uczucia gdy idę do tutejszego lekarza i gdy muszę zjeść obiad po 19. Śmiechem wybucham, gdy muszę ciągnąć sznurki zwisające z sufitów, aby zgasić światło lub spuścić wodę w toalecie i wcale nie jest mi do śmiechu gdy muszę przeliczać na swoje, angielskie jednostki miar i wag. Byłam zszokowana, gdy w sklepie ekspedientka była dla mnie miła i chciała pomóc przy pakowaniu towaru, oraz czułam zakłopotanie, gdy każdy z uśmiechem na twarzy pytał mnie jak się mam.

Czy krytyka tego co tutejsze, pomoże naszemu dziecku w czymś? Czy to sprawi, że będzie szczęśliwsze, że będzie miało mniej obaw w świecie i tak dla niego ogromnym? Czy uczenie dziecka bycia uprzedzonym, to jest właśnie to, czego chcemy je nauczyć?

mama w uk

CIĄGŁE ŻYCIE NA POKOJU

Wiadomo, że w idealnym świecie każdy z nas ma swój własny dom z ogrodem, basenem i psem na dokładkę. Że gdybyśmy tylko mogli to nie żylibyśmy na pokojach, wynajmując mieszkanie niczym kurnik małe, gdzie ani miejsca na nic, ani przyjemności i spokoju. Ale jest jak jest i czasami zdarza się nawet najlepszym mieć gorszy okres. Życie w trójkę w wynajmowanym pokoju, to nie jest to po co tutaj przyjeżdżają młodzi ludzie z marzeniami o lepszej przyszłośći. To nie jest to, czego chcemy dla naszych dzieci.

Trzeba żyć tutaj, tak jakby się było w Polsce, pozwalać sobie na wyjścia na basen, wycieczki za miasto, kolację w restauracji, dzień wolny na kocu w parku. Trzeba skupiać się na czymś więcej niż tyko na odkładaniu funtów i życie na konserwach. Trzeba żyć, tak jak w Polsce, znaleźć ulubioną bibliotekę, klub sportowy, zaprzyjaźnionego mleczarza i listonosza, przyjaciół, bo tylko wtedy ten kraj stanie się dla nas domem, a nie tylko miejscem na mapie.

PRACA W ŚWIĘTA I DNI WOLNE

Wizja większego zarobku jest kusząca, w końcu walczymy tu o ten dom z ogrodem, który ma zastapić pokój. Ale jeśli w pracy jaką wykonujemy musimy harować na to siedem dni w tygodniu, robiąc nadgodziny w święta, pracować w ekstremalnie ciężkich warunkach, poświęcając nie tylko nasze zdrowie ale i też czas z rodziną, to może warto poszukać czegoś innego.

Wielu Polaków pracuje za granicą poniżej swojego wykształcenia i doświadczenia- to jest przykre. Może warto zainwestować w siebie, skończyć jakiś kurs specjalistyczny, pójść do szkoły językowej, zrobić prawo jazdy, doszkolić się. Otworzyć sobie kolejne drzwi w karierze zawodowej, dając przy tym szanse na posiadanie szczęśliwej rodziny. Dając szanse własnemu dziecku na posiadanie rodzica w pełnym wymiarze.

PRZYJAŹNIE TYLKO W POLSKIM GRONIE

Jestem świadoma z czego wynikają te przyjaźnie, bo z Polakiem jakby tak łatwiej przy piwie pożartować i wiadomo czego się po nim spodziewać, bo dużo nas łączy i gdzieś tam mamy wspólny mianownik. Polskie szkoły, kościół, spotkania sylwestrowe, bale dobroczynne, zakupy robimy w tym samym sklepie, praca. Ale zamykanie się tylko w takiej polskiej enklawie nie jest dobre. Taka izolacja w bańce polskości i niedopuszczanie innych, nie działa korzystnie na dziecko.

Wiem, że ciężko znaleźć jest ten balans pomiędzy tym co nasze, a tym co obce i czasami potrzeba lat, aby zmienić postrzeganie świata, aby polubić kogoś, zaprzyjaźnić się z kimś, z kim porozumienie jest utrudnione. Ale czym szybciej uda nam się zaakceptować i zaufać innym, tym szybciej oni będą nas traktować jak swoich.

A na zakończenie życzę Wam i sobie,  codziennej mądrości i oby tych błędów było jak najmniej w rodzicielstwie, które każdy z nas dźwiga na ramionach dorosłości.

  • http://yzoja.pl/ Yzoja

    My jeszcze nie wyjechaliśmy, ale się przygotowujemy i długo myśleliśmy nad tym czy w domu mówić po polsku czy jakoś próbować jednak doprowadzić do sytuacji, kiedy angielski będzie tym naszym głównym językiem, ale widzę, że córa, która ogląda Teletubisie po angielsku zdecydowanie bardziej woli liczyć po angielsku niż po polsku, w kolory też jej lepiej idzie tak, niż po polsku (ma dwa latka). Synek jest w ogóle leń z mówieniem, to tylko mogę wspomnieć że jak liczy, to najpierw po polsku, a jak mu się skończą znane liczby to leci po angielsku i tak na przemian. Staramy się, żeby już się z językiem osłuchali, bo w sumie niedługo do szkoły, ale chyba zwykłej, nie polskiej, bo po co?

    Do Polski wracać nie planuję, w sensie na stałe, pewnie będziemy odwiedzać dziadków, ale zawsze będziemy się też starać połączyć to chociaż z wizytą w górach czy zwiedzaniem zamków, bo za to akurat Polskę uwielbiam.

    Pamiętam, że jak siedziałam trochę w Irlandii to z polskich produktów brałam ogórki konserwowe i czasem sok z tymbarku czy kubusia, ale to wszystko. Nadal pamiętam kombinację wielkiego testowego chleba z sałatą i salami <3 dla mnie bomba.

    Wpis sobie muszę zapamiętać, żeby za chwilę jednak nie zapomnieć i nie zacząć tak robić, choć na obecną chwilę wydaje mi się to raczej niemożliwe.

    • http://mamaw.uk Kat Nems

      niektóre sytuacje rzeczywiście może trochę przerysowałam, aby dokładniej zarysować problem i coś z czym się spotykam lub sama kiedyś robiłam, a dziś z perspektywy czasu wiem, że to nic dobrego nie przynosi. Pewnie każdy mógłby dopisać kilka swoich punktów emigracyjnych, z których nie jest do końca dumny,

    • http://www.LifeAbroad.pl Maja Gawrońska

      Dzieci nauczą się języka, nie martw się tym. Powodzenia

  • http://www.LifeAbroad.pl Maja Gawrońska

    Kasiu, bardzo dobry wpis i celne uwagi – dzięki, że o tym napisałaś. Wychowanie to wyzwanie, a wychowanie poza krajem ma jeszcze więcej barw. Myśle, że schody zaczynają się, gdy dzieci są starsze i wolą znajomych a nie nas, a znajomi to cudzoziemcy, więc temat polskości powraca w nowym wymiarze. I myślę, że im dalej w las tym bardziej procentuje też nastawienie rodziców od początku, czyli to, czy rodzice mają emigracyjny stres, jak żyją, jak się czują w nowym miejscu, co mówią o Polsce, czy mają kontakt z krajem, czy robią coś, żeby dzieci umiały się dogadać z rodziną, jak będą dorosłe i co zrobić, gdy na przykład w ramach buntu nastolatka powiedzą, że z polską tożsamością nie chcą mieć nic wspólnego. Wszystkie nasze wybory budują tożsamość dzieci i trzeba o tym pamiętać. Mam nadzieję, że każdemu rodzicowi udaje się ogarniać te teamty jakoś naturalnie i na luzie, ale trzeba mieć tego świadomość. Pozdrawiam zza oceanu :-)

    • http://mamaw.uk Kat Nems

      Dlatego cała w tym nasza głowa, aby to ziarenko miłości do Polski zasadzić, kiedy jeszcze mamy wpływ na wybory naszych dzieci, póki jeszcze one same chcą nas naśladować i nas słuchać. Wiadomo, że w życiu dorosłym one same będą podejmowac decyzję jaką drogą pójdą, ale wierzę, że jeśli dobrze to rozegramy gdy nasze dzieci są jeszcze małe, to mamy duże szanse zachować polskość w nich.

  • http://miniaturowa.pl/ Pani Miniaturowa

    Wyśmienity post, wiele ważnych informacji, na które rodzice (niektórzy) przymykają oko z tęsknoty za krajem. Asymilacja, wytworzenie więzi z krajem gdzie się mieszka jest niezwykle ważne, choć oczywiście pamiętanie o swoich korzeniach też! Mam nadzieję, że ten post trafi do mam, do których trzeba :) A by im to ułatwić udostępnię u siebie na prywatnym 😉

    • http://mamaw.uk Kat Nems

      Dziekuję za przemiłe słowa! <3

  • http://www.konfabula.pl/ Monika Kilijańska

    I tak polski chleb jest najlepszy! 😉 Za to angielskie muffinki czekoladowe… Ech, warto było na nich te 10 kg przytyć!
    Wakacje w Polsce? Tak, jeśli to wakacje, a nie objazd po rodzinie, bo wtedy nic to z wakacji nie ma. Każdemu, dziecku też!, należy się odpoczynek, a nie maraton po ciotkach.

  • http://aniagotuje.pl/ AniaGotuje.pl

    My też lubimy arbuzy.. jesteś bardzo pozytywną Mamą :-)

    • http://mamaw.uk Kat Nems

      Oh tak miłość arbuzowa u nas kwitnie:)
      chociaż ostatnio widzę, że ten motyw staje się coraz bardziej popularny.

  • http://www.PrimoCappuccino.pl/ Ania Myszkowska

    Bardzo mądry wpis! W zasadzie do przyswojenia dla każdego, kto zdecydował się na wyjazd. Podoba mi się, że mówisz do dziecka po polsku – to przecież to, co umiesz najlepiej i ona to przejmie, jeśli sama będziesz to praktykować. I doceniam punkt o wolnym dla rodziny w niedziele i święta, nawet jeśli nie ze względów poglądowych, to jest to bardzo ważne dla zdrowej głowy i relacji z rodziną, to się pamięta całe życie, że rodzice mieli dla nas czas w takie dni.

    • http://mamaw.uk Kat Nems

      Bo to tak bywa czasami tutaj, że w święta się pracuje, bo można więcej zarobić, bo płaca podwójnie, ale zawsze są koszta niestety. czasami może lepiej zarobić mniej, ale przy tym stole wigilijnym razem usiąść.

  • http://savethemagicmoments.pl/ Save the Magic Moments

    Ciężko ustosunkować mi się do Twojego artykułu nie mieszkając na emigracji, a w kraju. Zgadzam się natomiast, że rola trudniejsza, bo próc wychowania dziecka należy go również nauczyć szacunku do rodziny, poszanowania odmienności kulturowej i wszczepić jakoś nutkę patriotyzmu. Uważam, że na emigracji można nauczyć się bardzo wielu mądrych rozwiązań, zachowań, których nam tutaj brakuje. Ale na wszystko rzecz jasna trzeba znaleźć złoty środek.

    • http://mamaw.uk Kat Nems

      Dziekuję za ten komentarz, za tyle ciepłych słów! Pozdrawiam mocno!

      • http://savethemagicmoments.pl/ Save the Magic Moments

        Cała przyjemność po mojej stronie :)

  • http://kreatywa.net/ Klaudyna Maciąg

    Sama prawda, masz bardzo trafne spostrzeżenia. Szkoda, że znajome matki mieszkające na Wyspach nie potrafią pojąć takich oczywistości. Boli mnie też to, że zupełnie zatracają siebie – nie pielęgnują żadnych zainteresowań, nie uczą się języka, nie rozwijają się. Po prostu albo zarabiają, albo zajmują się dzieckiem, gdy zarabia mąż. Dziwne jest takie urządzanie sobie życia, szczególnie, gdy chce się tam mieszkać na stałe.

    • http://mamaw.uk Kat Nems

      Ja wiem, że do tego trzeba dojrzeć, aby zacząć inwestować w siebie. To nie jest proste, często nie ma się z kim dziecka zostawić, nie ma się kasy na kursy i szkołę, a czasami po prostu brakuje sił po 12 godzinach w pracy. Ale wiem, że każdy ma swój moment, kiedy zdaje sobie sprawę, że to już TEN czas, aby zrobić cos dla siebie.

    • Agnieszka Maj

      Tez miałam takie koleżanki w Irlandii. Strasznie mnie nie lubiły za to, że nie „tłukłam polskiej kultury” dzieciom do głowy, za to ze miałam zainteresowania, za to że nie ciułałam kasy na „ciasne ale własne”… za to że po prostu żyłam…

  • http://www.280dni.com Katarzyna Lipińska

    Kasiu, bardzo mądrze zebrałaś wszystkie punkty! Myślę, że to świetne wskazówki dla rodziców mieszkających w innym kraju, nie tylko w UK. :)

    • http://dzieciorka.com.pl/ Marta Sobczyk-Ziębińska

      Ja bym powiedziała, że nawet dla rodziców mieszkających w Polsce, ale daleko od najbliższej rodziny. Bo przejechanie 500 km raczej nie wchodzi w grę każdego weekendu :)

  • http://mamaw.uk Kat Nems

    Bardzo mądrego synka masz, bo takie poczucie Polakiem to wielkie coś. Do tego trzeba dorosnąć tak psychicznie, prawda, aby taka miłość nosić w sercu i się nie wstydzić.
    Masz rację, złoty środek to recepta na wszystko, i wierzę, że można to wszystko pogodzić jeśli się tylko chce.

  • Babiniec Owion

    super tekst! ja swoją emigrację mam już za sobą ( wróciliśmy do PL rok temu) – w czasie gdy mieszkaliśmy na wyspach spotkaliśmy się z większością punktów o której piszesz – nawet u nas w domu. Wynika to z wielu rzeczy jednocześnie – brak znajomości języka, brak odwagi by mówić, zamykanie się w 4 ścianach w imię oszczędzania funtów, które trzeba wysyłać do PL. Sami byliśmy kiedyś w takim położeniu. Zmieniło się to z czasem , ale nie każdy jest to w stanie zrobić … my wróciliśmy i to była jedna z lepszych decyzji w naszym życiu – choć nie ma co ukrywać to co przeżyliśmy w Szkocji i co tam mogliśmy zobaczyć w pamięci zostanie na długo:)

  • http://www.herbata-ze-szklanki.pl/ Umi i.

    Jak to ładnie napisałaś. Jestem pewna, ze nue idnalazlabym sie w innym kraju, jestem zbyt Polska, żeby zmuszac sie do przyjecia kultury innych. A poniekad na emigracji jestesmy do tego zmuszeni.

    • http://mamaw.uk Kat Nems

      Nie chodzi o przyjęcia kultury innych, ale zaakceptować, nie krytykować, nie zaburzać życia ludzi tutaj, tym, że ma się inne poglądy. Ja zawsze będę cenić moją kulturę i tradycję polską!

  • http://poradymamykasi.pl/ Kasia7212

    w sumie nie bardzo mogę się do tego odnieść bo całe życie mieszkam w Polsce nawet na chwilę z niej nie wyjechałam, ale mam szwagierkę w Anglii i mogę powiedzieć tylko tyle, że jej syn jest dwujęzyczny, na wakacje jeździ raczej w okolice bo do Polski to nie przylatuje już chyba z 8 lat bo ponoć się jej nie opłaca ale nie mnie to oceniać, ja się na tym nie znam

  • http://www.niecalkiemsamamama.blogspot.com niecałkiemsamamama

    Nie jestem matką emigrantką, ale uważam ten wpis za bardzo mądry i wart udostępniania dla innych kobiet żyjących poza granicami kraju,

  • http://www.mamakluseczki.blogspot.com// Sabina Trzęsiok-Pinna

    Jako matka emigrantka zgadzam się z Twoim wpisem, aczkolwiek niektóre z wymienionych błędów popełniam. Jeżdżę bowiem (przynajmniej na razie) na wakacje tylko do Polski, a to z tego względu, że widuję rodzinę naprawdę rzadko, więc przekładam ich nad Malediwy czy inne szaleństwa. Nie ograniczam córeczce kontaktów z rodziną w Polsce, ale i tak są one ograniczone, jako że moi bliscy nie kwapią się do tego, by mnie odwiedzić, w rezultacie czego Gaja prawie nie poznaje babci. Co do reszty, to jakoż daję radę, zwłaszcza że tatuś Gai jest Włochem, więc nie mam mowy, aby mówiła małej, że tylko polskie jest najlepsze. Rozmawiam z nią wyłącznie po polsku, chociaż kiedy mąż wraca do domu po pracy, przełączam się na włoski (mam nadzieję, że nie łamany). Generalnie uważam, że emigracja wzbogaca, ale też- paradoksalnie- czyni z nas uboższych (jeśli wiesz, co chcę powiedzieć). Bo zawsze jest tak, że gdzieś cię nie będzie, nie zobaczysz cudu narodzin, nie przyjedziesz na czyjeś wesele, nie poznasz nowej dziewczyny brata etc.

    • http://mamaw.uk Kat Nems

      Z tymi wakacjami to myśle, że nalezy w pewnym wieku dziecka iść na jakiś kompromis. Mozna przeciez zabrać babcię i dziadka razem ze sobą do Zoo czy na weekend nad jeziorem. Chodzi mi o to, że maraton po rodzinie przez dwa tygodnie, gdy mieszka się na wsi może być dla nastolatka nudny i ta Polska może mu się tak kojarzyć, jeśli nie pokażemy mu czegoś więcej. Ja też jeżdżę z dzieckiem tylko do Polski, bo dziś jeszcze za mała jest, aby zrozuieć, ale myślę i chciałabym, że gdy dorośnie będziemy zwiedzać polskie morze i góry i jeziora. Nie tylko moje rodzinne miasto i dom babci.

      • http://kanadasienada.pl/ Kasia Jeziorska

        Jeździć do Polski, ale i rodzinę z Polski do siebie zapraszać. Odżałować te odłożone na przyszłe mieszkanie funty czy dolary i pomóc kupić dziadkom bilet do naszego obecnego kraju zamieszkania. Być w ich życiu i pozwolić im być w naszym. Bo Polska jest w nas.

  • http://matkanaszczycie.pl Mom on top

    Szczerze, to nie mam pojęcia, jak wychowywałabym dziecko na emigracji, gdybym akurat wtedy je miała. Pewnie zalezy to od tego, na jaki etap by to przypadło, bo mieszkając w Szwajcarii, raczej podkreślałabym wszystko, co Polskie, bo bardzo tam tęskniłam za krajem, natomiast, gdybym miała dziecko mieszkając w Austrii, to pewnie byłoby wychowywane po austriacku :)

  • http://kanadasienada.pl/ Kasia Jeziorska

    Jakbym o naszym synu czytała :) pozdrawiam z Vancouver !

  • Iwona Tarkowska

    Jako mama – emigrantka od 6 lat w Londynie przyznaje, ze bardzo trafne sa Twoje spostrzezenia, niektore znam z wlanego doswiadczenia, niektore z obserwacji znajomych rodzin. Mysle, ze najwazniejsze tak jak mowi Dagmara, aby znalezc ‚zloty srodek’. Pozdrawiam!

  • http://designyourhomewithme.blogspot.de DesignYour Home

    Myślę ,że duże znaczenie ma to czy planuje się na tej emigracji pozostać , czy jednak kiedyś tam wrócić do kraju..
    Ważne tez jest czy dziecko żyło w Polsce i potem wyemigrowało, czy urodziło się na emigracji.. Czy oboje rodzice są Polakami czy rodzina jest mieszana. Z moich doświadczeń wynika ,ze to ma naprawdę duże znaczenie. U nas ( żyjemy w Niemczech) nie ma innej opcji na wakacje niż Polska :). Choćbym sama chciała gdzieś gdzie ciepło- dzieci by się zamarudziły na śmierć.:)Starsze wyjechało w wieku 6 lat ,a młodsze 1,5 . Starsze tęskni najbardziej do rodziny ( dziadków z którymi była mocno zżyta) , młodsze o dziwo do miejsc. ( Pewno tez dlatego ,że co roku wakacje spędzało w Polsce). Ale zaskoczyło mnie , bo wyjechała jako 1,5 roczne bobo , a juz po kilku miesiącach jak pokazywałam dzieciakom zdjęcia z Polski , małe na widok morza rozpłynęło się w zachwycie i wysepleniło ” OOO…..mooooooozieeee…):) Ot, Gdańszczanka z krwi i kości ;). W domu mówimy po polsku ( nie ma innej opcji i nie macie pojęcia jak alergicznie reaguję na domy w których mówi się trochę po polsku , trochę po niemiecku , szczególnie gdy ten niemiecki pozostawia wiele do życzenia…). Dziwi mnie to zmuszanie dzieci do śpiewania polskich piosenek, wydaje mi się ,że dzieci uwielbiają piosenki generalnie , a jak im się pozytywnie kojarzą to szczególnie. Co do książek to u nas procentowo :w 70 % polskie, a reszta po niemiecku. (Dodam ,że starsze biegle mówi i pisze po niemiecku). Myślę ,ze nie ma tu co generalizować i trochę trzeba pójść za głosem serca( dzieci serca). Moja starsza deklaruje wszystkim wokół ,że przyjechała tu na wakacje ( :)) a jesteśmy już 3 rok poza Polską :)) . Wydaje mi się ,że bardzo istotne jest to by dzieci znały swoje korzenie i wiedziały kim są , ze smutkiem patrzę na takie dość pogubione rodziny , które nie czują się na emigracji najlepiej (na ucho to mówią ) , a publicznie wstydzą się tego skąd pochodzą …Bardzo smutne…

  • http://www.tylkodlamam.pl Tylko dla Mam.pl

    Świetny wpis, dziękuję. Ja niebawem wyjeżdżam więc będę od Ciebie czerpać wiedzę i doświadczenie garściami :)

  • Ilona Lightpainteddoll

    Przede wszystkim czemu „trzeba”? „Trzeba” żyć tak lub tak, zrobić to, czy tamto…
    Jeszcze się taki nie urodził, żeby innym narzucił swoje zdanie bez bólu, wewnętrznych oporów odbiorcy lub prania mózgu tegoż. Nie ma nic gorszego, jak wytykanie „błędów” innym, bo my wiemy lepiej, jak żyć.
    Czy rzeczywiście wiemy? Czy są lepsze lub gorsze sposoby na wychowanie dziecka? Z pewnością. Ale czy faktycznie najlepiej jest pouczać innych i wytykać im „błędy”?
    Każda sytuacja życiowa jest inna. Dobry rodzic zrobi wszystko, by jego dziecku było dobrze, i zrobi to po swojemu. Warto zajrzeć do książek, które uczą o wychowaniu dzieci w miłości, słuchając ich, a nie z nimi walcząc, spędzając z nimi czas nawet, niech będzie, w tym jednym pokoju lub lepiej- na powietrzu.
    Tak naprawdę to miłość liczy się najbardziej i to jest to, co dziecku da najwięcej. Myślę, ze rodzic kierujący się miłością przede wszystkim (a nie radami starych/nowych ciotek i sąsiadów) będzie wiedział, co robić i zrobi to najlepiej, jak umie.

  • Jim

    Hmm, no nie wiem czy to taki dobry pomysl mowic do dzieci po Polsku. Pojda do szkoly i beda ani me ani be i tylko sie zraza. Mysle, ze lepiej nauczyc na poczatku nawet tego troche lamanego jezyka kraju w ktorym dziecko idzie do szkoly, ono potem sobie to poprawi, ale przynajmniej nie bedzie tak zupelnie zagubione.

    • http://mamaw.uk Kat Nems

      Jim dzieci mają genialne umysły i język angielski, język kraju w jakim żyją, w którym mówi do nich cały świat uczą się naturalnie, tak jak się oddycha. To właśnie z językiem polskim, językiem rodziców zwykle jest problem. Polecam artykuły dotyczace dwujęzyczności, wtedy się sam przekonasz, że dwa, trzy, pięć języków dla dziecka nie jest problemem i ono potrafi się dostosowac szybciej niz nam dorosłym się wydaje. Dlatego jestem pewna, że dziecko poradzi sobie w szkole! Powiedzą Ci to wszystkie mamy dzieci dwujęzycznych:)

      • Jim

        Hmm, znam przypadek chlopca mieszkajacego w UK, ktory niedawno poszedl do szkoly (5 latek). Matka mowi do niego po polsku. Chlopiec w tym jezyku mowi i rozumie kiepsko. Po angielsku zaczal uczyc sie w przedszkolu i teraz w szkole. Idzie mu ten angielski nieco lepiej niz polski. Problem polega na tym, ze miesza oba non-stop i nikt go w szkole nie jest w stanie do konca zrozumiec i chlopiec czasami popada we frustracje. Czy nie lepiej zeby mowil, jak mowi, ale w jednym jezyku? Gdyby matka uczyla go od poczatku po angielsku, zamiast po polsku ogladalby bajki po angieslku, z pewnoscia byloby mu teraz latwiej. Dodam, ze chlopiec nie jest glupi, radzi sobie swietnie z matematyka i jesli zrozumie slowa, to potrafi tez odpowiednio w miare madrze jak na swoj wiek reagowac. Problem polega na tym, ze nie zawsze rozumie czego sie od niego chce i czesto go nikt nie rozumie.

  • http://zwysp.blogspot.co.uk/ Magdalena Gasztych

    Witaj,

    Mieszkam na Wyspach jedenaście lat i to, co napisałaś mogłabym odnieść do wszystkich emigrantów. Bez znaczenia czy ktoś jest matką, czy nie. Wielu ludzi ma takie dziwne podejście do zycia tutaj, na Wyspach. A jeśli do tego mają dzieci, to siła rzeczy, to podejście jest im przekazywane.

    Pozdrawiam,

    M.

  • Agnieszka Maj

    Święte słowa! U nas tylko z tym polskim nie wyszło, bo moje dzieci wyraźnie chcialy, żeby do nich mówić po angielsku. To był ich wybór. Jednak teraz, kiedy już dorosły, mówimy do nich po polsku.

  • Ela

    Bardzo mądry i dający do myślenia artykuł. Nie tylko z pod kątem dziecka i rodzica, ale zwykłego emigranta, który opuścił Polskę i zamieszkał w Świecie.

  • Karolina

    Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży postanowiłam od razu, że chcę wrócić do Polski. Jednak u mnie sytuacja była kompletnie inna. W Holandii byliśmy dopiero od 3 miesięcy gdy zaszłam w ciążę, nie znaliśmy języka (holenderskiego), mieliśmy poważne problemy finansowe i koszmarne warunki mieszkaniowe. Byliśmy kompletnie sami, żadnych znajomych, rodziny. Praca bardzo niestabilna, częste okresy bezrobocia, po czym gdy w pracy u mnie wyszło, że jestem w ciąży od razu zostałam zwolniona, bez perspektyw na nową pracę lub jakiekolwiek świadczenia socjalne. W naszym wypadku powrót do ojczyzny był jedyna słuszną decyzją, tym bardziej że sami nienawidziliśmy emigracji i życia w Holandii.

  • Mon@secretgardenhome

    Totalnie sie zgadzam z tym wpisem. Jestem na emigracji w UK od 15 lat i nie sadze, ze popelnie te bledy. Zawsze bylam za asymilacja z tutejsza kultura i zwyczajami. Moj maz jest Anglikiem, wiec mamy podobna sytuacje. Chce, zeby moj syn byl dwujezyczny i szanowal fakt, ze jego mama jest z Polski, ale nic na sile. Pozdrawiam Monika

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Ja mieszkam w Niemczech, i zgadzam się z Twoimi przemyśleniami. Ja również kocham polskie jedzenie itd. jednak jeśli chcemy aby dziecko nie było ,,obcym” w szkole, dziwnie zachowującym się dzieckiem musimy dać mu możliwość adaptacji w danym kraju, zwyczaje, zachowania, święta, jedzenie bo inaczej będzie się czuło co najmniej nieswojo 😉

    • Sylwester Mielniczuk

      no tak, w niemczech to pewno od razu nauka jedzania kebaba albo noszenie szmat na ryju

  • http://zdrowe-smaki.blogspot.co.uk/ Natalia Seroka

    Mieszkam w UK około 5 lat. Przechodziłam przez sporo z wymienionych punktów. Pracowałam z Polakami- mój angielski był fatalny i uczyłam się wolno, bo po co? Kupowałam w pl sklepie itd. Tu zaszłam w ciążę i tu urodziłam. Przeprowadziłam się w miejsce gdzie jest mało Polaków. Pracuję w miejscu gdzie jestem jedyną Polką. Chodzę z synem do ang. lekarzy, uczestniczymy w ang. grupach dla małych dzieci, już od dawna oglądam tylko ang. TV- daje wiedzę o ich kulturze. Uwielbiam chipsy z octem, jacket potatoes, David Brent. Jest mi bardzo miło kiedy mój ang. rzeźnik macha mi na przywitanie. Ruszyłam mój zadek dla mojego syna. Nie chciałam aby myślał o mnie w przyszłości jako o kimś kto był zbyt leniwy i zastraszony by poznać język i kulturę, w których przyjdzie mu się wychować. Próbowałam mówić do niego tylko po ang. ale odpuściłam. Teraz po angielsku mówię do niego tylko w miejscach publicznych, bo czuję że należy się to innym. Pozdrawiam :)

Close