10 lat emigracji
Emigracja, Taka Ja

10 lat emigracji- gdybym wtedy została…

Wydaje mi się, że nic się nie zmieniło. Bo cóż to jest 10 lat? Odległość jak stąd w kosmos i z powrotem. Około półtora metra i czterdzieści kilogramów człowieka. To kilka pogrzebów i sznur. Tyle samo narodzin, lecz dzieci jakby mniej. Dwa rozwody, złamane serca i kości, potłuczona butelka i trzeźwa głowa po wszystkim. To potracone numery telefonów, zmienione adresy, nazwiska, których nie umiem sobie przypomnieć. Pudło zakurzone z przeszłością, o którą nie wypada pytać. Mówią, że to dorosłość, a nie emigracja, zmieniła wszystko. A Ty jak sądzisz?

Wielu rzeczy w życiu nie planowałam. A już na pewno nie tego. Że budzę się o dziesięć lat starsza i cięższa o doświadczenia, które zbieram na później. Że patrzę w to lustro codzienne i nie pamiętam, żebym wczoraj miała ten siwy włos, tę zmarszczkę na czole, te kilogramy więcej. Że słyszę w sypialni oddech ciężki, zmęczony pracą na nocce. I nie wierzę, że to dziecko pięcioletnie u nogi to moje. Potem palcem dotykam bliznę pod brzuchem i już jestem pewna, że moje.

Nie planowałam, że stanę się jedną z tych co mówią: a u nas… A przecież to u mnie, to jak mam mówić. Że będę zapominać języka w gębie i bezwiednie wtrącać angielski co trochę. Że od kantoru do kantoru przeliczać będę, aż końcu przestanę przeliczać i zacznę wydawać, by żyć, tak jakbym żyła. Że podróże to tylko z domem kojarzyć mi się będą, że polubię humor bez sensu, deszcze i wiatry, które w moje włosy i dom na wzgórzu. Nie planowałam tęsknoty na mile liczonej, rozłąki, która w dzisiejszych czasach traci na sile. Biletów bookowanych z wyprzedzeniem, paczek wysyłanych z domowym jedzeniem, jak gdyby tu na miejscu nic nie było.

Historia jak tysiące innych, praca, funty, dom, on, dziecko i dziesięć lat mija. Nie chcę pisać, że było ciężko, że pracowałam ponad siły i zdrowy rozsądek, że znam gorycz funta i jego wartość. Że dostałam po dupie, że miałam szczęście lub go nie miałam. Że ktoś mi coś załatwił, pomógł, przetłumaczył, że ja komuś pomogłam, dom dla kogoś stworzyłam. Dzisiaj to i tak nie ma znaczenia, przecież każdy robił rzeczy, z których jest dumny lub nie. Na koniec i tak liczą się tylko ludzie, którzy zapełnili biel karty o nazwie emigracja.

Nie przeszkadza mi, jak ktoś tak na mnie woła. Emigracja mnie nie definiuje, mimo że jest ona ważną częścią mnie. Nie czuję się ani gorsza ani lepsza tylko dlatego, że mieszkam gdzie mieszkam i robię co robię. Mam pewnie odważniejsze poglądy, szerzej patrzę na świat, bardziej rozumiem ludzi, rozpoznaję swoich po wyglądzie. Nie gubię się w metrze, chociaż w życiu nie raz. Pewnie trochę częściej odczuwam samotność i wyobcowanie, ale emigracja nie jest koniecznym warunkiem, aby poczuć to wszystko pod skórą.

Rzadko myślę o tym, co by było, gdybym wtedy została.

10 lat na emigracji

Myślę, że gdybym została, to wstawałabym rano tak samo wcześnie jak teraz, z kimś małym u nogi, a po bliźnie na brzuchu wiedziałabym, że to małe to moje. Słyszałabym zmęczony oddech dobiegający z drugiego pokoju, inny niż dzisiaj, ale pewnie tak samo ważny. Tak samo dziwiłby mnie ten włos siwy na głowie i kolejny kilogram na wadze. Miałabym pewnie te same wątpliwości, w co się ubrać, co zjeść, co zrobić ze sobą. Pewnie miałabym dom, w którym nie brakowałoby ani książek ani komputera i kilku przyjaciół, którzy wpadaliby od czasu do czasu zobaczyć co u mnie. Tak jak dzisiaj, tak myślę.

Z pewnością nie byłoby tego miejsca, w którym spotykamy się w tej nierównej rozmowie, ani arbuza, ani kolorowych drzwi, ani aniołka z sercem. Może byłoby coś innego, pod inną nazwą, z inną energią, z innymi tekstami i taką samą ja.

Niewiedza jest w pewien sposób zbawienna, nie ma za czym tęsknić, do czego porównywać, jak podważać wielkość szczęścia. Ale wierzę, że jestem dokładnie tam gdzie powinnam być. A w co Ty wierzysz?

Gdybym wtedy została, zmieniłoby się tak na prawdę tylko jedno. Zasypiałabym pewnie z pytaniem, co by było, gdybym wtedy wyjechała…

Ale to już całkiem inna historia.

10 lat emigracji

-.-

CO ZABRAŁA MI EMIGRACJA

 

FOTO: Łukasz Piecuch

 

  • Nigdy staram się nie myśleć o tym, co byłoby gdyby nie konkretną decyzja. Każdą podejmuję swiadomoe w danym momencie. To kształtuje moje życie. Gdyby decyzje były inne, byłabym zupełnie innym człowiekiem. Może byłabym księgową bez dzieci, albo piosenkarką. Lubie to, gdzie jestem teraz. A dalsza czesc życia również potoczy się zgodnie z moimi wyborami… Ciekawe gdzie będę za 10 lat…

    • A ja mam wrażenie, że niezależnie jakie decyzje byś podjeła nadal byłabyś mamą, tylko innych dzieci. Nadal byś śpiewała, tylko w innym chórze, nadal byś robiła to samo, tylko w inny sposób.

  • A ja lubie czasem pomyslec sobie, co by bylo gdybysmy nie wyjechali, pewnie dlatego, ze jestem szczesliwa i zawsze stwierdzam na koniec, ze decyzja o wyjezdzie byla sluszna. Lubie myslec, ze tam, w Polsce, tez byloby fajnie, ale tam nie odnalezlibysmy naszej corki. Ona mialaby innych rodzicow(to straszna mysl dla nas!😂), my prawdopodobnie inne dziecko. Nie da sie sprawdzic innego scenariusza, w sumie nawet tego nie potrzebuje, ale snuc nieszkodliwe wizje alternatywnego zycia – czemu nie? 😊 W koncu i tak jestem tam, gdzie tak naprawde chce byc.😊

  • Ja nie zastanawiam sie Co by bylo wtedy… Na tyle bylo zle, ze wyjazd byl w moim przypadku sluszna decyzja. Zastanawiam sie za to Co by bylo gdybym wrocila teraz. Czy potrafie wpasowac sie w dzisiejsza Polske?

    • Ja sama nie wiem jakbym sie miała odnaleźć w Polsce na nowo. Trochę mnie przeraża zaczynanie wszystkiego znów od początku.

  • Marek

    Po 7 latach w UK kończyny budowę naszego domu w PL i wracamy w przyszłym roku. Ciągle się zastanawiałzastanawiam co będę tam robil, ale jedno wiem na pewno, że będę mógł trochę więcej zaryzykować i że nikt mnie z własnego domu nie wyrzuci 🙂 będzie co ma byc. 7 lat pracuje w fabryce w UK to korona mi z głowy nie spadnie jak w PL też będę musiał to zrobic, mimo że jestem informatykiem ( a kiedyś myślałem inaczej)

    • Marek, powroty zwykle są bolesne, ale czasami trzeba zrobić to co serce podpowiada. Będzie dobrze, odnajdziesz się na nowo. Powodzenia!

  • Żyć można wszędzie, byle szczęśliwie.

Close